sobota, 29 grudnia 2012

Antoni, Jan i Kazimierz Marynicz - co ich łączy?

Łączy ich to, że byli braćmi, a także fakt, że o żadnym z nich nie wiem nic  -  tylko daty narodzin.   Metryk zgonów nie odnalazłem, co oznacza, że musieli gdzieś wybyć.  Tylko gdzie i kiedy?

Wszyscy trzej urodzeni w Narolu Wsi z  Andrzeja Marynicza i Marii Marek:
- Antoni, ur. 10 VI 1887r.,
- Jan, ur. 3 II 1890r.,
- Kazimierz, ur. 2 III 1893r.
Doskonale widać, że byli to trzej kolejno urodzeni bracia

Nie mając żadnej możliwości poszukiwań, wpisałem w wyszukiwarce Ancestry moje nazwisko (być może była to także moja ciekawość, ale i też efekt nudy).  Oczywiście były też rekordy z Polski. Nie pasujące jak NA RAZIE, bo nie chcąc się chwalić - jednego już udało mi się połączyć z moimi (patrz poprzedni post).

Byli także pasujący mi Jan i Kazimierz Maryniczowie, którzy przybyli z Polski, a wypłynęli z Hamburga.



Środkowy wpis dotyczy Kazimierza Marynicza pochodzącego z Podlesiny. Rok 1912.
Co prawda moi przodkowie (o tym nazwisku, które noszę ja) nie mieli z Podlesiną nic wspólnego, ale jak dotąd nie spotkałem się z innym zapisem - najwidoczniej musiało to być miejsce, skąd wiele osób wspólnie przemierzało aż do Hamburga, skąd trafiali do Stanów Zjednoczonych.

Młody Kazimierz nie chce być rolnikiem tak jak jego przodkowie kilka pokoleń wstecz. Postanowił więc wyruszyć za chlebem do USA.   Jednak tam najprawdopodobniej za wiele mu się nie udaje, bo po 7 latach od dotarcia na miejsce znany jest jako laborer, czyli nic innego jak pracownik / robotnik .
Jeśli dobrze odczytuję, to pracował on w  "The Maryland Motor Car Company":
Wycinek z "U.S. City Directories, 1821-1989" pochodzący z 1917r.

Kazimierz mieszkał w Cleveland w stanie Ohio pod adresem 3811 E 55th.  Można rzecz, że sporo już o nim wiem, ale Ancestry ma jeszcze jeden skan dla mnie, który dotyczy domniemanego brata pradziadka.
Mianowice jest to coś w rodzaju karty zgonu, w której to podane są ogólnikowe informacje:


Z tej karty, możemy odczytać, że zgłaszająca zgon Katarzyna Ślęzak  (może jego partnerka?)  wiedziała, że zmarły był Polakiem, ale nie znała danych rodziców ani miejsca urodzenia (daty także).  Podała, że Kazimierz był stanu wolnego (single).   Jednakże na kolana powala przyczyna zgonu :

"Gun shot wound in
abdomen, loop of intestine
 protruding".

 Co nie oznacza nic innego jak "Rana postrzałowa w brzuchu, wystająca pętla jelitowa" .
Nasuwa się jedno pytanie  -  czy Kazimierz popełnił samobójstwo?   Może został zabity, bo prowadził jakieś interesy i coś wymknęło się spod kontroli?   Na te pytania raczej już nie znajdę odpowiedzi - chyba, że istnieją jakieś zapiski, być może policja prowadziła śledztwo w tej sprawie?   
Na tym kończy się historia Kazimierza, zmarł bezpotomnie, co także przyczyniło się do zmniejszenia liczby osób noszących nazwisko Marynicz.


Pozostał jeszcze Jan, o którym najprawdopodobniej też coś wiem.  


Pierwszy przybył z miejscowości Berehy Górne, dzisiaj nieistniejąca miejscowość Brzegi Górne - lokalizowana w woj. podkarpackim, na południe od Narola.  Rok 1906.   Jan wpisany jest jako 18-latek.
Brak jakichkolwiek dodatkowych informacji, które mogłyby potwierdzić bądź zaprzeczyć moim teoriom  (wiek różni się o 2 lata) .

Skan powyżej dotyczy najprawdopodobniej tej samej osoby, bo wiek się zgadza, więc wydaje mi się, że to chyba nie mój Jan, ale jak to mawiają - "Nigdy nie mów nigdy"  ;)


O Antonim nic - nikt nic nie wie, nikt nic nie widział.    Chyba muszę obrać inny kierunek !


Na koniec jeszcze mały dodatek  - uzupełnienie postu o Maryniczach z Ukrainy i Białorusi.
Wpisałem dzisiaj na stronie straty.pl  moje nazwisko i znalazłem tam Stefana.. podali datę śmierci, a także imię ojca - Adam..  Mój dziadek miał tak na imię, ale Stefan mógłby być jego ojcem, więc muszę szukać dalej !

piątek, 28 grudnia 2012

Marcin Marynicz znaleziony!

Tak niewiele do szczęście potrzeba.   Dzisiaj post, jutro radość  - tak było w moim przypadku.  Znowu muszę zaznaczyć, że to dzięki pomocy Marty Czerwieniec, która to zupełnie bezinteresownie zapisała na dysku akt małżeństwa Marynicza, a później mi go przesłała. 
Co prawda nie jest to mój przodek,  a nawet nie znam dokładnego pokrewieństwa, to jest to radość niebywała.   Mam pewne przypuszczenia i tak jest na 90%, ale liczę na to, że uda mi się to potwierdzić metrykalnie.

Otóż mój 5xpradziadek Szymon Marynicz miał co najmniej dwie żony - Reginę i Mariannę.
Gdy w 1789r. zmarła Regina Marynicz (miała 42 lata), Szymon nie czekał zbyt długo, bo jeszcze w tym samym roku miał już kolejną żonę, a w marcu 1790r. pierwsze dziecko z drugą małżonką.

Znana mi jest tylko dwójka dzieci Szymona i Reginy, bo wcześniej nie ma ksiąg, a bez nich to tylko domysły  lub szczęśliwe zapisy w późniejszych księgach.   Skoro  Regina urodziła się ok. 1747r., to Szymon zapewne był od niej starszy lub niewiele młodszy, czyli w momencie ślubu z Marianną był po 40  (niestety nie mam tej metryki, ale mam potwierdzenie z parafii, że takowy jest).   Pierwsze dzieci tej pary mogły rodzić się jeszcze nawet przed 1770.

Z aktu małżeństwa zawartego w 1851r. we Lwowie, mogę odczytać, że 33-letni Marcin Marynicz był synem Wawrzyńca i Franciszki Ślepównej.   Pamiętałem, że w Lipiu był jeden Wawrzyniec Marynicz, ale ten miał żonę Rozalię Stupak.  Pierwsze ich dziecko urodziło się w Lipiu w 1798r., ostatnie mi znane w 1805r. tamże.
Brak kolejnych roczników pogłębia moją niewiedzę nt. ewentualnego drugiego ożenku Wawrzyńca i chrztu Marcina.

Mam nadzieję, że w momencie otrzymania skanów/kserokopii/fotokopii  ksiąg metrykalnych ze wsi Lipie za lata 1806-1820  rozwikłają się te problemy, a także dowiem się, co było z 4xprababcią Wiktorią Marynicz (może jej dziadkiem po mieczu był mój Szymon i dopadnie mnie ubytek przodków, przed którym do tej pory dzielnie się ukrywałem?)


A na deser skan aktu małżeństwa, o którym mowa :)



Poszukiwanie 4xprababci Salomei Grochowskiej

Tak jak obiecywałem - tak i robię.  Do końca roku ukażą się jeszcze 4 posty (nie licząc tego oczywiście).

Każdy w swoich poszukiwaniach trafia na ślepe zaułki lub mur nie do przejścia.  Ku przestrodze - lepiej poczekać kilka lat na jakąś małą informację, niż pochopnie dodawać domniemanych przodków.

Ja od jakiegoś czasu dzielę sobie przodków na cztery linie, czyli jak łatwo się domyślić - każda odnosi się do jednego dziadka/babci.
Tak więc w każdej linii mam przynajmniej jednego problemowego przodka (nie liczę tutaj tych, których po prostu nie mogę poszukiwać ze względu na brak ksiąg).

Tematem dzisiejszego  posta jest "zaginiona" praprapraprababcia Salomea Grochowska, żona Wojciecha Młodawskiego.   O jej nazwisku wiem m.in. z metryki chrztu jej syna Wojciecha i córki Antoniny:


Obydwoje urodzili się we wsi Luta (był to rok 1798 i 1800), co ciekawe - później przenieśli się do Szałasu Nowego, a dzisiaj w Lucie mieszka ostatni żyjący brat mojego dziadka - 93-letni  Antoni  :)

Salomei jednak nie było dane żyć długo, bo zmarła 13 dni po urodzeniu córki:

Nazwisko ewidentnie obce w tej parafii - nie pojawiło się ani raz.  Jednak korciło mnie bardzo, by sprawdzić okoliczne parafie, z których nota bene pochodzili także moi przodkowie .

Dziwną sprawą jest to, że Wojciech i Salomea Młodawscy zamieszkali w Lucie, mimo tego, że ani Młodawscy ani Grochowscy nie wywodzili się z tamtej wsi  -  czyżby miało to być miejsce "pośrednie" tej pary?  Otóż Wojciech Młodawski zmarł 26 lat po swojej żonie, a w akcie był podany jego ponoć dokładny wiek - lata, miesiące i dni.  Niestety nie mogę tego zweryfikować, więc w drzewie wpisałem tylko przypuszczalny rok urodzenia.  Jednakże nie to najważniejsze.  Według metryki, miał on się urodzić we wsi Kuczębów (dzisiaj Kucębów)

Skąd pomysł na to, że Luta miałaby być pośrednią miejscowością?  Ano stąd, że  wśród znalezionych przeze mnie metryk - była jedna na nazwisko Grochowski, a miejsce miała we wsi Krasne, czyli nie tak daleko, bo nazwa nawet znana mi z rodzinnych opowieści  (oczywiście opowieści o czymś innym, niż historia 4xprababci Salomei sprzed ponad dwóch wieków.




 A gdzie tak w ogóle znajdują się te miejscowości ?



 Są to odległości kilku kilometrów, więc na dawne czasy, raczej możliwa odległość między zakochanymi (dwie sąsiednie parafie).   
Akt chrztu Jana Romana Grochowskiego jest z 1854r., więc mógłby być prawnukiem nie żyjącej od 54 lat Salomei, więc ten akt także trzeba traktować z przymrużeniem oka.
Jednakże jest jeszcze jeden akt, który wprawia w osłupienie, bo pochodzi z okresu, kiedy Salomea powinna wychodzić za mąż za Wojciecha ...


Podkomorów to nieistniejąca już miejscowość będąca dzisiaj częścią wsi Komorów, która leży nieopodal Krasnej  (wszystkie miejscowości znajdują się na mapie powyżej) . 
Pierwszego lutego 1795r. w mniowskiej parafii ślub biorą Piotr Siewierski i Marianna Grochowszcząnka (Grochowska).   Świadkami zawarcia małżeństwa byli Józef Wasiński i Tomasz Grabowski, oboje z Podkomorowa.

Sprawdziłem chrzty z parafii Chełmce za lata 1770-1780  (a nawet trochę więcej) w poszukiwaniu zaginionej Salomei, ale bezskutecznie.

Na tym na razie kończą się poszukiwania praprapraprababci Salomei, ale ja nie powiedziałem ostatniego słowa, więc na pewno nie zaprzestanę szukać ! 

środa, 26 grudnia 2012

Rodzina Maryniczów na Białorusi i Ukrainie?!

Tak jak wspomniałem - "na dniach" miał pojawić się post dot. znaleziska Marty Czerwieniec, która prowadzi wspaniały portal http://www.genealogiczne.pl/, na którym możemy odszukać po nazwisku naszych krewnych pochowanych m.in. na Warszawskich Powązkach, we Lwowie, w Wilnie, czy na szeroko rozumianych Kresach.   Portal bardzo przydatny, lecz ze względu na stan społeczny moich przodków i daty ich śmierci, ja nie mogę nic znaleźć dla siebie, ale zapewne jest dużo osób, którym to się uda :)

Na samej stronie jak i na portalu społecznościowym Facebook możemy znaleźć zagadki konkursowe - jeśli podamy prawidłowe rozwiązanie (a mamy trzy próby), to w zamian dostajemy darmowe zdjęcie - takie jakie sobie zażyczmy (oczywiście dostępne w bazie na stronce).  Ja jak na razie udzieliłem 5 prawidłowych odpowiedzi na 5 zagadek, więc nie jest źle  :)

Wiele razy przeglądałem stronkę, co by sprawdzić, czy nie ma tam moich, ale bezskutecznie.  Jednak później zrezygnowałem, bo nikogo nie mogłem znaleźć (i to był wielki błąd!).  Jednak pewnego razu dostałem wiadomość od Marty, że w bazie znajduje się niejaki Stefan Marynicz (według danych na tablicy urodził się w miejscowości Romel w roku 1900.  Miejscowości takiej nie znalazłem, ale dzięki uprzejmości Pana  Aleksandra Kopińskiego i Pani Łucji Wierzyckiej dowiedziałem się, że miejscowość w rzeczywistości nazywała się Homel  (Гомель), a także, że mieszkają tam jeszcze osoby o moim nazwisku.
Nikt nigdy nie wspominał, ale jak widać - sprawy sięgają XIX wieku (w 1900r. urodził się Stefan).
W Narolu, gdzie mieszkała rodzina Maryniczów nie ma chrztu na to imię.  Chyba, że któreś z rodzeństwa praprzodków wyemigrowało właśnie na Białoruś. 
O jednym Maryniczu wiem już dosyć długo, ale ze względu na bezradność w sprawie nie mogę nic z tym zrobić.  W 2001r. jednym z kandydatów na prezydenta Białorusi był .. Michaił Marynicz !
Urodzony 13 stycznia 1940r. polityk, w latach 1990–1995 deputowany do Rady Najwyższej Białorusi XII kadencji, były minister kontaktów gospodarczych z zagranicą, a także były ambasador Białorusi na Łotwie, w Estonii i Finlandii.


 Drugą częścią postu, a zarazem tematu jest rodzina Maryniczów z Lwowa!
O przodkach z Ukrainy (terenów dawnej Polski) wiem od dawien dawna, ale tą wiedzę miałem o rodzinie babci po mieczu.  Natomiast nie tak dawno temu, bo 11 dni temu otrzymałem skan (od Pani Marii Łopaciuk) aktu urodzenia Ludwiki, córki Marcina Marynicza (sic!) i Anny Marii Pawłowskiej, córki Dominika i Konstancji. Ochrzczona została 25 sierpnia 1852r. (dwa dni po urodzeniu).  
Półtora roku później rodzi się (również we Lwowie)  Wincenty Marynicz, syn w/w rodziców (nazwisko zostało zapisane jako Marenicz).  Skanu nie mam, ale dane są wiarygodne, bo od Pani Bożeny Balawender. 

Dodam, że przeglądając księgi metrykalne parafii Narol, wiele razy natknąłem się na zapis, w którym pojawiała się łacińska nazwa Lwowa - Leopolis.   Jako że Narol jest przygraniczną miejscowością, to ludność mogła po prostu emigrować w celu zarobkowym.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że moim 5xpradziadkiem był .. Marcin Marynicz (!).   Jednak ten żył o pokolenie, a nawet o dwa wyżej.   Pożyjemy - zobaczymy ;)    
Liczę nadal, że owy Marcin ślubował we Lwowie i coś się rozjaśni.


Tym samym chciałbym poinformować, że założyłem na Facebooku  funpage'a  mojego bloga  -  http://www.facebook.com/Przodkowieztamtychlat
Od dzisiaj do 31 grudnia włącznie pojawiać się codziennie będzie nowy post na blogu.

Dodam także jedną nowość na blogu, ale o tym dopiero w Sylwestra, bo wprowadzona zostanie wraz z Nowym Rokiem! :)

sobota, 22 grudnia 2012

Wesołych Świąt!



Staropolskim obyczajem
gdy w Wigilię gwiazdka wstaje
Nowy Rok zaś cyfrę zmienia,
wszyscy wszystkim ślą życzenia.
Przy tej pięknej sposobności
i ja życzę Ci radości
aby wszystko się zdarzyło
z roku na rok lepiej było!







wtorek, 20 listopada 2012

Na tropie Miczugów

Dzisiaj o moich ostatnich odkryciach, a na dniach o znalezisku Marty Czerwieniec :)

O nazwisku mojej prapraprababci dowiedziałem się trochę czasu temu, bo w maju ubiegłego roku.
W akcie ślubu moich prapradziadków Pawła Kubiaka i Antoniny z Kuźnickich z 1894r. jest napisane:
między Pawłem Kubiakiem, kawalerem, lat 28 mającym, synem nieżyjącego Kazimierza Kubiaka i  żyjącej Franciszki z Miczugów
Idąc tym tropem, w sierpniu 2011r. przeglądając mikrofilmy z parafii Szadek odnalazłem akt chrztu Pawła, urodzonego w maju 1866r. we wsi Prusinowice jako syn 29-letniego Kazimierza Kubiaka i  22-letniej Franciszki z Miczugów.

Odrzucić więc mogę możliwość z przekręceniem nazwiska, bo pojawia się już w dwóch metrykach.
Skoro Franciszka urodziła dość młodo Pawła, zaczynam szukać poprzednich dzieci, a także ich aktu ślubu.

Na początku czerwca 1863r. rodzi się Antoni Kubiak, syn Kazimierza Kubiaka i   19-letniej Franciszki Miczugi.   Akt ślubu musi być bardzo blisko! Sprawdzam więc rok 1863 (tak dla pewności), 1862 - nic, 1861- nic, 1860 - jest!!  Ślub Kubiaka Kazimierza i Miczugi Franciszki.  Ma on miejsce w kościele parafialnym w Szadku  w ostatnim tygodniu lipca 1860r., więc Pan Młody ma 23 lata, a Panna Młoda ma tylko 16 lat (za dwa miesiące skończy 17 lat).   Rodzicami mojej Franciszki okazują się Antoni Miczuga i Elżbieta Juszczak.
Oboje (Kazimierz i Franciszka) urodzeni w Prusinowicach, więc problemu nie będzie.
W 1837r. rodzi się Kazimierz, zaś sześć lat później Franciszka.  Dane rodziców się potwierdzają, ojcem jest 22-letni Antoni, zaś matką 21-letnia Elżbieta.  Z nadzieją na starsze rodzeństwo Franciszki bądź akt małżeństwa, cofam się w celu ich odnalezienia.

Rok 1841. Jeden z ostatnich chrztu w tym roku.   Dziecko otrzymuje imię Agnieszka, a rodzicami są 20-letni Antoni i 19-letnia Elżbieta, więc jestem bardzo blisko.  Szukam w 1840, 1839, 1838, 1837, ale bez skutku!
Coś tu mi nie pasuje, ale niestety nie mogę odnaleźć małżeństwa tejże pary.  Muszę więc odstawić te poszukiwania na "kiedyś".
Zapominam o sprawie do czasu, kiedy w genetece znajduję dane dotyczące małżeństwa w pobliskiej parafii Zadzim, w której nota bene również mam przodków.  Związek małżeński zawarty w 1839r.
Piszę więc do Cioci Ani Stręgiel, która również ma przodków w Zadzimiu, co by podpytać o te nazwiska, a nuż je kojarzy :)     W odpowiedzi otrzymałem, że Ciocia w swych notatkach zapisała to małżeństwo.
On 18-latek, syn Michała i Magdaleny, urodzony we Wrześni w Wielkim Księstwie Poznańskim - wielka radość,  bo okazało się, że moi przodkowie żyli jeszcze bliżej mnie niż mi się wydawało.  Jeszcze większa uciecha, bo kolejna parafia do poszukiwania, bo kimże jest genealog, który przodków ma w tylko jednej parafii?

W końcu zdobywam akt małżeństwa (dzięki Bartkowi Czyżewskiemu), a tam potwierdzają się wszystkie informacje.  I tu znowu podziękowania dla Cioci Ani Stręgiel za zdjęcie z akt zbiorczych (alegat) do małżeństwa moich 4xpradziadków.  Miałem tam podane czarno na białym, że prapraprapradziadek Antoni urodził się we wsi Bierzglinek w czerwcu 1821r., co potwierdzają świadkowie.  W grudniu ubiegłego roku przeglądałem mikrofilmy z parafii Września za lata 1700-1831, na których znalazłem akt chrztu mojego 4xpradziadka Antoniego Miczugi, syna Michała i Magdaleny zd. Owczarzak.

Niestety są to księgi prowadzone w języku łacińskim, więc metryki ubogie w dane.  Szybko udało mi się odnaleźć akt małżeństwa Michała Miczugi i Magdaleny Owczarzak.  Zawarli oni związek małżeński w listopadzie 1818r. w parafii Września.  Ona miała 20 lat, zaś on 23.  Wieś podana przy akcie to Gutowo Małe. Mając dostęp do mikrofilmu, zabrałem się za szukanie chrztu młodych.  W kwietniu 1797r. urodziła się Magalena, córka Wojciecha i Marianny. Niestety dalsze poszukiwania pozostały bez skutku, tak jak i szukanie aktu chrztu Michała Miczugi. Poszukiwania pozostawiam na lepsze czasy, więc znowu zapominam o sprawie.

Niedawno na forum Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego napisałem o moich poszukiwaniach na terenie właśnie tego województwa.  Odpowiedzi pojawiły się dość szybko.

Pierwsza - napisana przez Łukasza Bieleckiego.  Zawarł on w tej wiadomości informacje o małżeństwach Miczugów, które znaleźć można w Poznań Project. Zostały one zawarte w latach 1818-1833  (w 1818r. ślubowali moi 5xpradziadkowie).

Jest jeszcze jeden ślub z 1826  - Wojciech Miczuga (22) i Rozalia Chmieleszczanka (21).
Zauważyć można, że wszyscy Miczugowie rodzili się w "jednym ciągu", więc mogliby być braćmi, ale..
wg aktu zgonu mojego 6xpradziadka (Antoniego Miczugi)  jego jedynym synem był Michał, ale jako że Antoni wraz z synem Michałem wybył do wsi Prusinowice, to zgłaszający, którzy nie byli spokrewnieni ze zmarłym nie mogli wiedzieć o losach jego rodziny  (nie podali stanu cywilnego, ani danych rodziców, czy miejsca urodzenia).
Może Antoni przybył tu z synem Michałem, synową Magdaleną i wnukiem Antonim, a  jego żona została w okolicach Wrześni z resztą dzieci (albo tam zmarła).  Według podanego w Poznań Project wieku powinni się rodzić kolejno: Michał (1795),  Wawrzyniec (1801), Wojciech (1804), Antoni (1806).
Jakby nie robić, jakieś pokrewieństwo musi między nimi być.  Strzelam, że ich matecznikiem była parafia Gozdowo (strzelam, a zarazem łudzę się, bo księgi sięgają XVII w.).


Co prawda brakuje wielu lat od 1706 do 1741, ale mam nadzieję, że moi tam mieszkali od początku i wpasują się tak, aby tą lukę ominąć :)



W Kaczanowie księgi zaczęto prowadzić ponad wiek po księgach z Gozdowa. Jeśli zaś w którejś z tej parafii został ochrzczony mój 5xpradziadek Michał, to na pewno jego akt jest tam zapisany, nawet przyjmując kilka lat +/-


Mam jednak nadzieję, że uda mi się znaleźć pomoc w AA Gniezno, gdzie księgi się znajdują (niektórych lat nie mają nawet Mormoni).


Swoją drogą muszę się pochwalić, że dzisiaj przyszedł jeden z dwóch mikrofilmów dot. parafii Warta, który będę przeglądał za tydzień, we wtorek :)

piątek, 9 listopada 2012

Jadwiga Kazimierzówna - czyją była córką?

W genealogii często natrafiamy na takie przypadki, kiedy stajemy się bezradni w obliczu metryk i one mają nad nami przewagę.  Jednak okazuje się, że niewiele potrzeba, aby przejąć prowadzenie !

Ponad rok temu odnalazła mnie Ciocia Ania Stręgiel z Łodzi, z którą jestem spokrewniony przez przodków babci po kądzieli. Ja byłem wówczas po moich pierwszych krokach w Archiwum, gdzie właśnie poszukiwałem przodków prababci Anny Rożniata (zd. Kubiak).

Ciocia okazała się być ogromną skarbnicą wiedzy, ale także osobą bardzo przyjazną.
Poznałem wówczas kilka pokoleń moich przodków (wtedy moja genealogia sięgnęła początków XVIII wieku :)  ).

Wśród nowo dodanych przodków znaleźli się Józef i Jadwiga (zd. Baraniak) Kuźniccy.
Fakt ten znalazł potwierdzenie m.in. w metryce małżeństwa ich syna, a mojego prapraprapradziadka Marcina Kuźnickiego z 15-letnią Marianną.
Brak informacji o tym, czy oni żyją, czy też nie, ale w sumie wówczas było to najmniej ważne dla mnie - nie dość, że duży zakres lat, w których musiałbym ich szukać, na dodatek nie wiadomo, czy zmarli w parafii, w której rodziły się ich  dzieci.  Chociaż w rzeczywistości nawet akt zgonu może zawierać wiele przydatnych informacji, chociaż z reguły jest traktowany jako określnik wieku naszego praprzodka. W skrajnych przypadkach może być łączącym ogniwem (np. kiedy księgi sięgają zamierzchłych czasów, ale jest duża luka, która nie pozwala nam na dalsze poszukiwania).

Znałem rodzeństwa Marcina Kuźnickiego (syna Józefa i Jadwigi)  :
- Marianna, ur. 1811r. w Witowie, ojciec 30 lat, matka 25 lat.  Świadkowie:  Kazimierz i Błażej Baraniak określani jako dziadkowie dziecka;
- Łukasz, ur. 1817r. w Witowie. Świadkowie Piotr i Błażej Baraniak - znów dziadkowie dziecka.

Dziwną sprawą jest to, że w dwóch metrykach dzieci tego samego małżeństwa występuje ogółem trzech dziadków (ciekawe, co jest w aktach urodzeń reszty dzieci..) - Kazimierz, Błażej i Piotr.  Ojciec był Kuźnicki, więc odpada dziadek z jego strony, Jadwiga była z Baraniaków, więc któryś z nich powinien być jej ojcem.

Aż się prosi, aby napisać, że domniemanym dziadkiem dziecka był Błażej Baraniak. Czemu? Bo pojawia się dwa razy...

Jeżeli by przyjąć, że Błażej był moim 6xpradziadkiem, to jego żona, a moja 6xprababcia - Anna zd. Baranowska  zmarła kilka miesięcy po narodzinach jej wnuka (a mojego 4xpradziadka) - szok wielki, bo tak niewiele lat, a kilka pokoleń.  W akcie zgonu Anny Baraniak zd. Baranowskiej jest informacja, że zgłosili bracia zmarłej - Kazimierz i Piotr, a mężem nieboszczki okazał się Błażej, więc uśmiech na twarzy, bo mam żonę 6xpradziadka i na dodatek jej rodziców (Mateusza Baranowskiego i Elżbiety Kulczak). Wiek był nieczytelny, ale co tam!  Ważne, że odnalazłem przodków.  Radości co niemiara, ale przecież nie może być tak pięknie.

Szukamy małżeństwa Józefa Kuźnickiego z Jadwigą Baraniak - przy dobrych wiatrach mogli wziąć ślub już za czasów metryk pisanych po polsku.  Szanse  były niezbyt wielkie, bo według aktu urodzenia córki Marianny z roku 1811 - Jadwiga miała 25 lat, więc w 1808 musiała mieć 22, czyli wiek odpowiedni na małżeństwo, choć często już dawno po, a nawet mają dzieci :)
W aktach pisanych po polsku metryki ślubu Józefa z Jadwigą brak, więc muszę się pożegnać z dużą ilością metryk i z danymi rodziców, ale jednak pozostaje trochę szczęścia, bo przecież są metryki z okresu 1727-1807, więc mimo wszystko coś mogę znaleźć, ale nie tak bogate w informacje.
Przyjmując spore zaokrąglenie - Jadwiga brała ślub w latach 1800-1807.  A tu niespozianka!
Brak aktu na dane moich przodków.
Został znaleziony jeden akt z 1806, ale dotyczył on Józefa Kuźniarczyka i Jadwigi Kazmierzówny  -  pomyślałem sobie, że muszę zacząć szukać gdzie indziej, bo on ma inne nazwisko, a ona jest panną, a nazwisko kompletnie z kosmosu (dodam, że nadal Jadwiga była mi znana jako córka Błażeja i Anny!).

Sprawa ewidentnie odłożona na "za jakiś czas", kiedy będzie czas na sprowadzenie parafii, w których nikogo nie szukam, ale są okoliczne dla mojej, a taki moment szybko by nie  nastał  (za dużo mikrofilmów z moimi jeszcze jest do przejrzenia). 

W międzyczasie dostałem maila od Cioci Ani, którym pisała, że rodzicami naszej Jadwigi byli najprawdopodobniej Kazimierz Baraniak i Jadwiga zd. Limp.
Powodem tego był fakt, że w parafii Warta na przestrzeni pasujących lat (nawet z nadwyżką) urodziło się 1 (słownie: jedno) dziecko o imieniu Jadwiga, a była córką wyżej wspomnianych rodziców. Urodziła się we wsi Witów w 1786r. (w 1811r. miała 25 lat, więc zgadza się z wiekiem podanym w akcie chrztu jej córki).
Połowa sukcesu za mną, ale gdzie ta druga?

W Witowie rodzą się dzieci Jadwigi i tam także się urodziła, więc gdzie w takim razie wzięła ślub?!
Rozumiem odbieganie od zasady ślubu w parafii panny młodej, ale chyba bardziej, gdy zmieniała miejsce zamieszkania, a tu mieszka w tej samej wsi!

We wrześniu wysyłam prośbę o przesłanie aktu zgonu Anny Baraniak (zd. Baranowskiej) do AD Włocawek. Spodziewałem się wyjaśnienia zagadki i je otrzymałem!
Okazało się, że Anna zmarła w wyniku powikłań poporodowych w wieku ... 40 lat!
Skoro zmarła w 1815, to urodziła się ok. 1775, więc nie mogła urodzić córki mając ok. 11 lat!

Niedawno szukając jednej metryki odnalazłem zapis ślubu Józefa Kuźniarczyka z Jadwigą Kazmierzówną.
Akt ślubu z 1806r., więc Józef miał ok. 25 lat, a Jadwiga 20 lat.  Nazwa wsi obok aktu to ... WITÓW! 
W takim razie,  czemu Jadwiga nie ma wpisanego swojego nazwiska, skoro była panną?
Ano dlatego, że na przełomie XVIII i XIX wieku odnotowane były przypadki nazwisk z vel i alias.
Wtedy był to dość często spotykany przypadek.
Jednym z rodzajów nazwisk są te odimienne.  Postawiłem hipotezę, że Jadwiga, córka Kazimierza i Jadwigi mogła zostać zapisana jak Kazimierzówna z dwóch powodów:
- jej ojciec miał na imię Kazimierz,
- by odróżnić córkę od matki (Jadwiga/Jadwiga) -  wydaje mi się, że żona Kazimierza była pisana jako Baraniakówna/Baraniaczka, zaś ich córka jako Kazimierzówna (w rzeczywistości pojedynczy przypadek).

Na początku nie wierzyłem w swoje domysły, ale zmieniło się to dzięki Maćkowi Rogowi - genealogowi, który swych przodków poszukuję m.in. w parafii Praszka.  Zapytałem się, czy jest możliwy taki przypadek. Odpowiedział mi tak, a potwierdził to mówiąc, że sam się z tym spotkał!  U niego jednak dotyczy to innego imienia i nazwiska, ale podobny zakres lat.


Na koniec chciałbym jeszcze napisać, że od przeszło dwóch tygodni oczekuję mikrofilmów z parafii Warta (1727-1807) i Izbica Kujawska (1826-1865).
W razie jakichś potrzeb - proszę pisać!   (Prosiłbym raczej o konkretne rzeczy lub znane około, bo na poszukiwania jakiegoś nazwiska na przestrzeni wielu lat niestety nie będę miał czasu - tym bardziej, że do Archiwum muszę jechać 50km w jedną stronę, więc niestety nie mogę tam często być, bo szkoły zarywać raczej nie mogę, a w dni wolne (np. między świętami) albo brakuje miejsc albo mikrofilmy nie zdążyły dojść.