piątek, 27 czerwca 2014

Relacja z pierwszej tegorocznej podróży genealogicznej - Narol, Lipsko i okolice (Podkarpacie)

Post obiecałem, więc piszę, chociaż znowu z opóźnieniem, ale jestem już 100% maturzystą. Dzisiaj odebrałem świadectwo dojrzałości, które nie jest takie złe :)  Wiadomo, że zawsze mogły to być wyniki celujące, chociaż mimo wszystko, jestem z nich bardzo zadowolony.
Wracając jednak do opisu mojej podróży, to należałoby zacząć od informacji od tego, jak to się z nią zaczęło i kiedy ostatecznie tam byłem. Narol marzył mi się od naprawę wielu lat. W 2008 r. była tam moja Ciocia, więc mogłem mieć jakieś informację o krewnych z pierwszej ręki, jednak to nie to samo, bo najlepiej przeżyć to samemu - tego nikt i nic nie zastąpi. Lata mijały i mimo moich wielkich chęci, starań i namawiania wielu krewnych, niestety nigdzie nie pojechałem. Trochę się zmieniło wraz ze skończeniem przeze mnie 18 lat, kiedy miałem już więcej praw. Urodziny mam we wrześniu, więc niestety jest to krótko po czasie wakacyjnym i niestety w czasie roku szkolnego. Już pod koniec zeszłego roku zrodziła się pierwsza realna chęć wyjazdu. 
Kościół w Narolu

Najbliższym możliwym terminem były ferie zimowe, które obejmowały w moim województwie dwa pierwsze tygodnie lutego. Czas powoli leciał i byłem mniej więcej emocjonalnie przygotowany na wyjazd - nawet poinformowałem o tym moich krewnych, których miałbym wówczas spotkać. Miałem więc zamawiać bilety na drugi tydzień lutego i jak nagle przed feriami zmogła mnie choroba, to wraz z nawrotem trzymała mnie cały luty, czyli z wyjazdu nici ... Oczywiście, co się odwlecze, to nie uciecze. Bardzo mi zależało na tym wyjeździe, stąd próbowałem wcisnąć go w jakiekolwiek możliwe wolne od szkoły. Jednak nie było nic na tyle odpowiedniego, aby udało się zrealizować wyjazd. Traf chciał, że wszystkie egzaminy maturalne przypadły mi jednym "ciągiem" i już od połowy maja miałem wolne. Wtedy też była szybka decyzja - jadę ! W zasadzie, to - jedziemy, bo nie pojechałem sam :)  Ogarnięcie terminu nie było jakieś mega trudne, chociaż do najłatwiejszych też nie należało. Trzeba było kilka rzeczy zgrać w jednym czasie. Jednak wszystko się udało i tak też we wtorek, 27 maja, kilka godzin po południu, razem z Mamą wyruszyłem z rodzinnego Międzyrzecza do Gorzowa Wielkopolskiego, skąd mieliśmy jechać dalej. Stamtąd kilka minut przed 19 mieliśmy pociąg do Krzyża Wielkopolskiego, który był ostatnim celem tego dnia. Po ponad godzinie czekania, wsiedliśmy w końcu do pociącu relacji Świnoujście-Przemyśl. Naszą stacją docelową był 
W tym domku mieszkaliśmy od środy do soboty :)
Jarosław, czyli ostatni przystanek przed Przemyślem... Noc minęła spokojnie i nastał dzień. Podróż trwała do około godziny 12 w południe, więc w jednym pociągu spędziliśmy blisko 15h. W Jarosławiu wysiedliśmy planowo, więc z dalszą podróżą nie było problemów. Zdążyliśmy zrobić jeszcze małe zakupy (spore miasto, a znaleźć tam jakiś market to ciężka sprawa). Na szczęście jest możliwość bezpośredniego dotarcia z Jarosławia do Narola, dlatego też wsiedliśmy do busa stojącego przed budynkiem PKP i to chyba był błąd... Miała to być nasza ostatnia podróż komunikacją międzymiastową i po tylu godzinach bez spania, mieliśmy nadzieję na spokojny przewóz, ale kierowca chyba zapomniał, że wiezie ludzi, bo chwilami było tak, jakby wiózł worki ziemniaków... Droga trwała trochę ponad godzinę i tak też w Narolu wylądowaliśmy około 14:30 (+/-). Stamtąd zadzwoniłem do właściciela agroturystyki, gdzie mieliśmy nocować (Agroturystyka pp. Mamczur).
Kościół w Lipsku
Nagle nad Narolem pojawiły się ciemne - burzowe chmury, a zaraz telefon od Pana, z którym wcześniej rozmawiałem, że podjedzie po nas. Było to bardzo miłe z Jego strony, ponieważ gdybyśmy mieli przejść pieszo taką trasę (przy takiej pogodzie i dużym zmęczeniu), to nie byłoby wesoło. W końcu dotarliśmy do upragnionego miejsca, gdzie można było odetchnąć i w końcu się odświeżyć. Nie minęło zbyt wiele czasu i nastała godzina 17, więc trzeba było się zebrać, ponieważ na 18 była msza w kościele w Lipsku, a po niej - spotkanie z Księdzem :)  Idealnie zdążyliśmy na mszę. Większość ławek była zajęta, stąd usiedliśmy z boku. Po mszy było jeszcze kilku/nastominutowe klęczenie i modlitwy i coś jeszcze, ale po tym już odpadłem. Na plebanię wszedłem ostatecznie koło 20 i tam miałem niewiele czasu, bo robiło się dość ciemno. Zostaliśmy jednak BARDZO mile przyjęci i gdyby na każdej parafii byli tacy Księża, to byłoby idealnie :)  W lipskich księgach metrykalnych udało mi się odnaleźć sporo zapisów dotyczących moich przodków - m.in. informację o śmierci 5xpradziadków - Szymona i Marianny Maryniczów. Zmarli oni w kwietniu 1812r. w odstępie zaledwie 20 dni... Pierwsza zmarła Marianna i podano, że żyła 43 lata, zaś Szymon miał liczyć sobie 78 lat! Stamtąd bardzo szybkim krokiem udaliśmy się w strone agroturystyki, a było już całkowicie ciemno... Kawałek za Lipskiem, zatrzymała się pewna miła kobieta (jak się później dowiedziałem - mieszkanka Łukawicy), która zaproponowała nam podwózkę główną drogą. Resztę (jak wskazuje znak - 1,7km, więc do samego domku jeszcze więcej) przeszliśmy już pieszo, chociaż szliśmy drogą pierwszy raz i w dodatku po ciemku! Po dniu pełnym wrażeń dość szybko zasnęliśmy i nastał kolejny dzień. Czwartek był po części zaplanowany, a reszta to był spontan :) Najpierw pieszo przeszliśmy szlakiem, chociaż podczas podróży kilka razy zastanawialiśmy się, czy dobrze idziemy. W końcu trafiliśmy na obrzeża jakiejś miejscowości, którą okazała się Jędrzejówka. Miejsce dotychczas znane mi tylko z zapisów metrykalnych (tak samo jak
Jędrzejówka :)
wcześniej odwiedzane miejscowości), a tu nagle jestem w samym centrum... To właśnie w tej samej wsi w 1849 r. urodził się mój 2xpradziadek Andrzej Marynicz (1849-1933), a 7 lat później zmarła jego matka, zaś za kolejne 6 - ojciec. Epizod Jędrzejówki pod względem moich przodków Maryniczów to kwestia kilkunastu lat. To w 1843r. mój praprapradziadek Jan Marynicz przez zawarcie związku małżeńskiego z Magdaleną Szuper, wżenił się do Jędrzejówki, jednak nie na długo, bo zmarł 19 lat później. Jego potomkowie żyją tam do dziś, chociaż mój prapradziadek chyba wolał Narol Wieś, bo tam zamieszkał po ślubie w 1876r. i tak też rozpoczął kolejną - narolsko-wiejską - linię Maryniczów. Z Jędrzejówki drogą asfaltową udaliśmy się do samego Narola. W końcu mogłem zobaczyć miasteczko na spokojnie. Miasto, z którym związani są moi przodkowie od wielu pokoleń. Nazwa znana jest mi od małego, stąd też o korzeniach i rodzinie w Narolu wiedziałem niemal odkąd sięgam pamięcią. Pierwszym moim celem był narolski cmentarz. Sam nie wiem, czego po nim się spodziewałem, chociaż z opowieści wnioskowałem, że mogę tam znaleźć prawie wszystko. Na szczęście nie ma tam niszczenia grobów po 20 latach (przy braku opłaty). Brak tam jakiegokolwiek ładu (ten dopiero jest przy nowszej części cmentarza), ale to ma swój urok. Przejrzeć taki cmentarz jest o tyle trudno, że trzeba podzielić go na bardzo wiele mniejszych części i uważnie patrzeć, bo pominąć tam jakiś grób, to nie problem, ale jakoś (chyba) mi się udało. Prawie wszystkie nazwiska znajome, więc poczułem się jak u siebie. Szukałem, fotografowałem i w głowie większość z nich lokalizowałem w drzewie genealogicznym. Dużo czasu minęło zanim znalazłem grób jakiegokolwiek przodka. Gdzieś z oddali wyczaiłem znany mi już grób (z fotografii, którą dostałem w zeszłym roku od mojego Wujka). Był to grób brata mojej prababci Rozalii Marynicz (zd. Gmiterek) (1900-1926) - Andrzeja (1914-1989), zaś obok był grób ich siostry - Stanisławy (po mężu Zuchowskiej) (1912-2003). Zapaliłem znicze i ruszyłem dalej. Ze względu na to, że za tymi grobami nie było kolejnych, to musiałem się cofnąć i to, co zobaczyłem przed grobami rodzeństwa - Andrzeja i Stanisławy, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Pochowani tam byli Gmiterkowie, ale za to jacy! Tomasz (1873-1945), Zofia (1880-1936) i mała Waleria (1941-1942). To było niesamowite uczucie. Pierwszy raz w życiu stałem nad grobem kogoś spośród moich prapradziadków! Oczywiście wszystko udokumentowałem, po tym zapaliłem znicz na grobie przodków i ruszyłem dalej...
Grób prapradziadków - Tomasza i Zofii Gmiterków
Grób prapradziadka Andrzeja Marynicza
 Kolejne znaleziska były mi już wcześniej znane, bo był to grób prapradziadka Andrzeja Marynicza (1849-1933) i jego bliskich. Jest tam też prawdopodobnie grób mojej praprababci Marii Marynicz (1859-1897). Właśnie ten grób uprzątnąłem razem z Mamą, ponieważ był strasznie zaniedbany... 

Prawdopodobnie grób praprababci - Marii Marynicz

Obok pochowany był mój pradziadek Franciszek Marynicz (1897-1964) wraz z drugą żoną. A prababcia? Szukałem jej grobu, ale niestety bezskutecznie. Było tam kilka bezimiennych krzyży, ale czy któryś postawiono dla prababci Rozalii? 
Grób pradziadka Franciszka Marynicza i jego drugiej żony - Marii
Pozostałe groby dotyczyły już tylko głównie krewnych. Na cmentarzu spędziliśmy przeszło dwie godziny. Zaraz po tym mieliśmy iść na jakiś obiad, ale w zasadzie wyszło tak, że zaszliśmy tylko na chwilkę do sklepu, a po tym zaraz na Zagrody, celem spotkania się z siostrą Dziadka i  tu nadarzyła się niesamowita historia... Szliśmy spokojnie przez Narol i skończył się teren zabudowany i zaczął las. Nie przeszliśmy zbyt wiele, kiedy na horyzoncie pojawiła się pewna kobieta na rowerze. W zasadzie nie zwróciłem na nią uwagi, ale moja Mama szybko zareagowała, że "to musi być ktoś z Maryniczów!", więc zagadałem w zasadzie tak po omacku, ale sytuacja naprawdę aż "filmowa". Przywitałem się mówiąc "dzień dobry", na co oczywiście dostałem taką samą odpowiedź, jednak na moje "przepraszam", dostałem odpowiedź "przecież powiedziałam dzień dobry" i wtedy zapytałem, czy to Pani Jadwiga, okazało się, że tak. Pytam więc dalej i zagaduję o nazwisko panieńskie "czy z domu Marynicz?" i tu już z wielkim zdziwieniem: "taaaak" i wtedy przedstawiłem się i przywitaliśmy się już jak rodzina :) Ciocia zawróciła i zabrała nas ze sobą do domu. Tam zostaliśmy poczęstowani pysznym gulaszem i po rozmowie, wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy do Narola Wsi. Odwiedziliśmy tam trzy domy, czyli trzy osoby spokrewnione. Gdyby jednak dobrze przeanalizować wszystko, to okazałoby się, że znaczna część mieszkańców Narola Wsi to rodzina. Posłuchałem kilku wspomnień i trzeba było ruszyć do domu. Oczywiście uprzejmości nie było końca i zostaliśmy odwiezieni pod sam domek w Pizunach :)  Kolejny dzień się skończył i zaraz miał nastać w zasadzie ostatni, czyli piątek. Dzień wcześniej umówiłem się z Ciocią Jolą Skalską, która przyleciała ze Stanów i tak to wszystko idealnie wyszło, że mogliśmy się spotkać (po kilku latach znajomości). Piątek zaczęliśmy inaczej niż zwykle, bo przy głównej drodze zamiast skręcić w lewo (w stronę Lipska i Narola), to podążyliśmy w przeciwnym kierunku, czyli do Łukawicy. Wiedziałem, że mieszka tam mój krewny - Jan Gmiterek, który bardzo dobrze znał się z moim Dziadkiem, a swoim kuzynem - mieli oni wspólnych Dziadków, więc byli kuzynostwem pierwszego stopnia. O Janie wiedziałem także, że był chrzestnym przedostatniego dziecka moich Dziadków - Ryszarda (1958-1959). Ostatni był mój Tata - Adam (1963-2011) i to on jako jedyny dożył dorosłości spośród czterech synów Dziadków. Na szczęście bez problemu zostaliśmy przyjęci i zaraz rozpoczęły się rozmowy i przeglądanie starych zdjęć. Czas niestety gonił i trzeba było się zbierać. W drodze do Narola, poszliśmy zobaczyć łukawicką parafię, która znajduje się kawałek od Łukawicy i bliżej jest np. Kijasówka. Niedaleko jest też cmentarz, gdzie również zaszliśmy i znalazłem kilka "znajomych" osób. Potem od razu do Narola i tam nieudana próba zajścia na parafię (okazało się, że plebania jest gdzieś po drugiej stronie ulicy, a my krążyliśmy po terenie parafii i obok starej, ale odremontowanej szkoły, na której teren jest przejście z kościoła. Zaraz nastała godzina spotkania z Ciocią Jolą i Jej bliskimi. Najpierw odwiedziliśmy naszych wspólnych krewnych - Maryniczów, a później jeszcze wstąpiliśmy do Cioci Joli, skąd później zostaliśmy odwiezieni znowu pod sam domek :)  Piątek dobiegł końca, a sobota to już nasz powrót, więc rano
Dom Modlitwy w Pizunach
zdążyliśmy jedynie odwiedzić Dom Modlitwy, który jest na Pizunach. Szerzony jest tam kult błogosławionej siostry Bernardyny (Marii) Jabłońskiej, która - jak się okazuje - ma powiązania z Maryniczami. Kiedy w 1893r. umiera jej matka, ojciec 40 dni później żeni się ponownie. Jego drugą żoną została Cecylia Marynicz. Jej ojcem był Józef Marynicz (ur. 1844), więc była to siostra stryjeczna (czyli kuzynka pierwszego stopnia) mojego pradziadka Franciszka Marynicza (1897-1964). Ciekawe są te rodzinne powiązania... :)  
Grób Michała i Anieli Głazów. Aniela to przyrodnia siostra bł. Bernardyny



Na tym niestety zakończył się pobyt na Podkarpaciu. W Jarosławiu sporo czekaliśmy na pociąg, który miał opóźnienie (a Jarosław to zaledwie druga stacja, nie licząc początkowej) i do Krzyża Wielkopolskiego trafiliśmy bodajże 2 godziny po planowanym przyjeździe, ale udało nam się bardzo szybko przebiec jeszcze na pociąg do Gorzowa i stamtąd był autobus na Międzyrzecz (a że była to niedziela, to niestety wszystkiego było mniej) i do domu trafiliśmy ok. 14. 

Starczyło kilkadziesiąt godzin, aby tak wiele się dowiedzieć, zobaczyć i poczuć. Nic nie zastąpi stąpania po tej samej ziemi, po której chodzili przodkowie. Bycie na cmentarzu, gdzie pochowani są przodkowie też zwiększa więź między nami. Wiem na pewno, że wrócę tam jeszcze nie raz. Tam wszystko jest inne. Ludzie są bardzo życzliwi i pomocni i oddaliby ostatni kawałek chleba dla gościa :)  Naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem tej podróży. W tak krótkim czasie mogłem poznać osoby, które znał mój Dziadek, którego z kolei ja nie poznałem. Była to jego siostra, kuzynostwo, nawet jedna Ciocia i wiele innych krewnych. Dziadka znam tylko z fotografii, ale teraz mogłem widzieć podobnie, jak widział mój Dziadek kilkadziesiąt lat temu. Tam są świadkowie tego, co było - co przeminęło. Niesamowite jest poznać osobę, która znała moich prapradziadków, którzy byli jej teściami albo po prostu mijała się wiele razy z moim prapradziadkiem, czy jego synem lub innymi krewnymi. 

W czerwcu już raczej podobnej podróży nie odbędę, ale lipiec za pasem i planów trochę jest. Kierunków kilka, ale wciąż na wchód :)

wtorek, 10 czerwca 2014

Powrót po ciszy

Za dwa dni miną całe trzy miesiące, kiedy nic nie pisałem na blogu, jednak nie dam się i napiszę, aby były niepełne 3 miesiąca, bo to lepiej brzmi, chociaż nadal jest to sporo. Od tego czasu wiele się wydarzyło w moim życiu, co poniekąd jest powodem braku nowych wpisów. 14 czerwca minie miesiąc od dnia, kiedy napisałem ostatni egzamin maturalny. Najpierw uczczenie końca matur, samego ukończenia Liceum, a później trochę odpoczynku i do pracy. 26 maja po godzinie 18 przesłałem do geneteki indeks ochrzczonych w parafii Szadek (woj. łódzkie) za lata 1889-1893. Następnego dnia o tej samej porze byłem już na dworcu PKP w Gorzowie Wielkopolskim i oczekiwałem na pociąg do Krzyża Wielkopolskiego. Stamtąd był kolejny, którym jechałem ponad pół doby i dotarłem do Jarosławia. Stamtąd po jakiejś godzinie wyruszyłem autobusem i podróż zakończyła się w ... Narolu! Tak, właśnie tam, gdzie planowałem pojechać od lat. Było to jedno z moich wielkich marzeń, aby odwiedzić miejsca, o których wiele słyszałem, czy widziałem na zdjęciach. Marzenie się spełniło. Na razie jednak nie zdradzam więcej szczegółów, bo chcę zostawić trochę na post, w którym opiszę całą podróż. Na obecną chwilę wystarczyć musi poniższa fotografia :)

























W planach na koniec tego i początek następnego miesiąca mam kolejną podróż. Teraz trochę bliższą, bo nie licząc obecnej Ukrainy (woj. wołyńskie), to przodkowie są już bliżej mnie, ale wciąż na tyle daleko, że musi być kilkudniowy. Mnie to jednak nie zraża, bo to oznacza więcej czasu na miejsca związane z przodkami i poznanie więcej krewnych. Jeszcze zobaczymy, czy nie podzielę jej na dwie, ale to już niedługo, a już w tym tygodniu pojawi się kilka postów, aby nadrobić stracony (niecałe 3 miesiące) czas.


środa, 12 marca 2014

Przyczyny śmierci osób pochowanych w Odrowążu w 1940r.

Nie pisałem dość długo, ale do matury pozostało mniej jak dwa miesiące, więc praca wre :)
Jakiś czas temu przeglądając księgi metrykalne parafii w Odrowążu natrafiłem na akt zgonu mojego pradziadka - Jana Młodawskiego.  Oprócz daty i godziny śmierci, dowiedziałem się jeszcze, co było przyczyną zejścia z ziemskiego padołu. W metryce zapisano, że było to serce, jednak taka diagnoza jest zbyt ogólna, ale to już jakaś wiedza na temat pradziadka, którego nigdy nie poznałem.  Zresztą prababci też, a nawet dziadka (syna w/w pradziadków).








W dwóch znanych mi księgach zgonów z rocznika 1940 znajduje się taka sama ilość metryk (157), więc są one zgodne między sobą i nie ma żadnych różnic. Wiek zmarłych był bardzo różny. Od kilkudniowych dzieci po sędziwych staruszków.  Należy jednak przyjąć ten wiek z przymrużeniem oka, ponieważ znalazłem kilka błędów, np. według zapisów w księgach, najstarszą zmarłą była Anna z Gumulskich Boruniowa (de facto moja krewna - kuzynka prapradziadka Kazimierza Młodawskiego).










Miała ona umrzeć w wieku aż stu lat!  Początkowo się ucieszyłem, bo kto nie chciałby mieć stulatki wśród swoich krewnych. Jednak coś mi się nie zgadzało, ponieważ powinna ona się wtedy urodzić w 1840r.  Nie zgadzało się to z metryką ślubu (Odrowąż, dn. 15 maja 1872r.), gdzie zapisano, że Anna była 20-letnią panną, ale na wszelki wypadek poszukałem aktu chrztu, bo może ksiądz chciał szybko w pamięci policzyć, a mu nie wyszło (w tej parafii często się to zdarza!), jednak metrykę chrztu znalazłem tam, gdzie powinna być (Szałas Nowy, dn. 18 czerwca 1851r.).  



Jak już wcześniej wspomniałem, w 1940r. w Odrowążu pochowanych zostało 157 osób. Większość stanowią mężczyźni i jest to przewaga 12% nad kobietami. Liczebnie wygląda to tak, że mężczyzn zmarło 88 (56%), a kobiet 69 (44%). 





W księdze miejscami panuje pewien nieład ze względu na spóźnione metryki, np. ostatniego dnia sierpnia zgłoszono śmierć z dnia 24 maja tego samego roku. Był on skazany na śmierć przez niemiecki sąd wojskowy w Radomiu, zaś dwa tygodnie wcześniej zgłoszono śmierć Kazimierza Szcześniaka - mój krewny, a także w/w Anny, która była przyrodnią siostrą jego babci. Zmarł on 8 kwietnia, zaś Anna 16 dni wcześniej.  




















Prawie wszystkie osoby zgłoszone w 1940r., zmarły w tym samym roku. Był jednak jeden wyjątek - 35-letni Jan Piotrowski (ur. 20 lutego 1904r., zm. 25 października 1939r.). Zmarł on w wyniku ran. Miejsce śmierci było jednak oddalone o kilkaset kilometrów. Miało to miejsce w szpitalu powiatowym w Garwolinie (~170km od Odrowąża). Na dole widać też dopisek innym atramentem, że zmarł z powodu zakarzenia krwi.

Kiedy zsumowałem wiek wszystkich pochowanych w Odrowążu w 1940r. wyszły mi prawie sześćdziesiąt dwa (62) wieki, a dokładniej ~6191 lat.  Osób w tym roku było 157, więc kiedy podzieli się zsumowany wiek przez ilość osób wychodzi średni wiek przy śmierci, a są to w przybliżeniu 39 lata (dokładniej ~39,43, czyli w zaokrągleniu w dół wychodzi właśnie 39 lat). 





















Powyższy wykres przedstawia średnią wieku pochowanych w Odrowążu w 1940r. w poszczególnych miesiącach.  Średnia wynosiła ok. 39 lat, czyli powyżej są zaledwie cztery miesiące (marzec, kwiecień, listopad, grudzień). Największa średnia była w kwietniu. Prawdopodobnie było to spowodoweane tym, że właśnie wtedy w okolicach wsi podległych pod parafię w Odrowążu, swe działania prowadził oddział "Hubala", a na początku miesiąca nastąpiła pacyfikacja wsi Szałas Stary.

Niewątpliwie najczęściej pojawiającą się przyczyną śmierci jest astma (+ duszności), bo aż 24 osoby na to zmarły.  Z tych częstych są jeszcze m.in.: ból głowy, gruźlica, paraliź, pryszcz (!), zabicie (przez kogoś lub coś), a także zapalenie (zwykłe, głowy, kiszek, mózgu, oskrzeli i płuc, stawu u nogi) i zaziębienie (zwykłe, nerek, oskrzeli, żołądka). Z tych "ciekawych" (jedynie pod względem nazewnictwa, bo trudno mówić o przyczynie zgonu jako o czymś ciekawym) - angielska choroba, pomieszanie zmysłów, zęby, ciąża pozamaciczna, katar kiszek, opuchnięcie, reumatyzm, robaki, ruptura, skleroza, spuchnięcie nogi, skrofuły, woda w boku, woda w brzuchu, "zabił koń", zakarzenie przy połogu, zrost kiszek.


W tym temacie na razie tyle. Postaram się niedługo coś napisać w ramach nadrobienia zaległości :)


wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie poszukiwań genealogicznych za rok 2013

Mam wrażenie, że te lata lecą coraz szybciej.  Jeszcze nie tak dawno pisałem o 2012r., a tu za niecałe pół doby przywitamy kolejny - 2014 rok. 

Pod względem genealogii był on bardzo urodzajny, bo rozwikłałem naprawdę wiele zagadek. Na szczególną uwagę zasługują znaleziska takie jak:
  • otrzymanie informacji dot. śmierci pradziadka Witolda Sadzewicza (początek roku), a także obszernej dokumentacji, w której znajdował się m.in. opis życia pradziadka,
  • zdobycie kopii aktu chrztu babci Ireny Marynicz,
  • otrzymanie kopii dokumentów dot. sprawy spadkowej po praprapradziadkach Młodawskich i praprapradziadku Kselu,
  • odnalezienie dokumentów dot. narodzin (+chrztów) i śmierci (+pogrzebów) dwóch stryjów, które jak dotąd były wielką zagadką,
  • poznanie dat śmierci prapradziadków - Pawła i Antoniny Kubiaków,
  • nawiązanie nowych kontaktów z rodziną,
  • każdy nowo odnaleziony przodek :)
Teraz trochę informacji o nowościach i porównaniu tego roku z poprzednim.

Wraz z końcem zeszłego roku, znanych co najmniej z imienia przodków miałem 218, a dzisiaj jest ich 239. 21 przodków w roku to nie jest aż tak duża liczba, chociaż dla mnie to naprawdę wiele, bo moje drzewo teraz rozrasta się w boki zamiast w górę. Dla porównania, w drzewie mam 3725 osób, które są ze mną spokrewnione, a przodkowie stanowią ok. 6,4% tego. Oczywiście wszyscy przodkowie udokumentowani. Brak jakichkolwiek domniemań. Wolę nie naginać historii i  mieć stan faktyczny, a nie przypuszczalny :)

Względem dat, nic się nie zmieniło - dotychczasowe "rekordy" najstarszych metryk pozostają te same. 

Wśród imion przodków doszło trochę nowych, więc poniżej zaktualizowany spis:

- rodzice: Adam, Elżbieta,
- dziadkowie: Adam, Irena, Józef, Irena,
- pradziadkowie: Franciszek, Rozalia, Witold, Salwina, Jan, Marianna, Marcin, Anna,
- 2xpradziadkowie: Andrzej, Maria, Tomasz, Zofia, Jan, Stefania, Marcel, Apolonia, Kazimierz, Ludwika, Franciszek, Marianna, Józef, Józefa, Paweł, Antonina,
- 3xpradziadkowie: Jan, Magdalena, Wojciech, Katarzyna, Andrzej, Katarzyna, Józef, Rozalia, Wincenty, Stanisława, Wincenty, Teresa, Wojciech, Marianna, Antoni, Marianna, Mikołaj, Franciszka, Wojciech, Marcjanna, Piotr, Marianna, Jan, Salomea, Kazimierz, Franciszka, Tomasz, Marianna,
- 4xpradziadkowie: Wojciech, Katarzyna, Jakub, Agnieszka, Maciej, Jadwiga, Jan, Maria, Jan, Wiktoria, Jakub, Anna, Piotr, Katarzyna, Michał, Katarzyna, Kazimierz, Teofila, Ignacy, Helena, Wojciech, Salomea, Jacek, Rozalia, Jan, Franciszka, Dominik, Marianna, Marcin, Agata, Benedykt, Małgorzata, Franciszek, Agnieszka, Filip, Klara, Jan, Katarzyna, Klemens, Anna, Tomasz, Agnieszka, Wawrzyniec, Domicela, Paweł, Elżbieta, Antoni, Elżbieta, Marcin, Marianna, Ignacy, Marianna,
- 5xpradziadkowie: Szymon, Marianna, Michał, Zofia, Marcin, Katarzyna, Jan, Regina, Tomasz, Maria, Maciej, Marianna, Błażej, Agnieszka, Jakub, Marianna, Jakub, Ewa, Marcin, Anna, Wojciech, Regina, Mikołaj, Katarzyna, Wawrzyniec, Barbara, Jakub, Katarzyna, Wojciech, Katarzyna, Adam, Agnieszka, Kazimierz, Małgorzata, Melchior, Dorota, Filip, Elżbieta, Michał, Cecylia, Marcin, Marianna, Józef, Apolonia, Mateusz, Zuzanna, Bartłomiej, Agnieszka, Paweł, Regina, Stanisław, Marianna, Michał, Zofia, Piotr, Gertruda, Szymon, Bogumiła, Józef, Helena, Jan, Katarzyna, Michał, Magdalena, Mikołaj, Marianna, Józef, Jadwiga, Kazimierz, Wiktoria, Mikołaj, Teresa, Michał, Anastazja, 
- 6xpradziadkowie: Tomasz, Marianna, Maciej, Jadwiga, Józef, Agnieszka, Błażej, Marianna, Błażej, Agnieszka, Wojciech, Jadwiga, Michał, Marianna, Michał, Barbara, Jakub, Dorota, Piotr, Regina, Jan, Agata, Aleksy, Katarzyna, Katarzyna, Wojciech, Dorota, Andrzej, Marianna, Józef, Agata, Roch, Ewa, Antoni, Agata, Wojciech, Marianna, Roch, Kazimierz, Jadwiga, Kazimierz, Marianna, Wawrzyniec, Elżbieta, Andrzej, Petronela, Mikołaj, Marianna,
- 7xpradziadkowie: Michał, Katarzyna, Michał, Agnieszka, Jan, Jadwiga.

W tym roku jak i w poprzednich pojawiło się bardzo wiele osób, które przyczyniły się w mniejszym lub większym stopniu do rozwoju mojego drzewa genealogicznego.  Trudno jest zliczyć ich wszystkich, bo była to pomoc różnego rodzaju, a przekazywana w różnoraki sposób (osobiście, telefonicznie, mailowo, listownie, itp.), dlatego też chciałbym bardzo serdecznie podziękować WSZYSTKIM, dzięki którym w drzewie pojawiła się chociażby jedna data lub miejscowość lub kilkanaście nowych osób, ale tez tym, którzy poprzez wolontariat (głównie fotografowanie ksiąg).   

Mam nadzieję, że moje noworoczne plany dojdą do skutku i będę mógł się tym pochwalić na blogu i nie tylko ;)   



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Na tropie Juszczaków i Walczaków

Jedną z moich 4xprababć była niejaka Elżbieta Miczuga/Micuga (zd. Juszczak vel Juźwiak/Jóźwiak).
Dnia 3/15 stycznia w Szadku stawili się 36-letni Andrzej Miczuga i 46-letni Józef Miczuga, którzy oznajmili, że dwa dni wcześniej (tj. 1/13 stycznia 1896r.) o godzinie 22 w Borkach zmarła 70-letnia Elżbieta Miczuga, wdowa, córka nieżyjących już rodziców, których imion zgłaszający nie pamiętali. Według tej metryki, Elżbieta urodziła się w Borkach.



















Pierwszy (a raczej ostatni) dokument, który wspomina miejsce narodzin mojej 4xprababci. Powinna więc urodzić się ok. 1826r. w Borkach. Zgłaszający i zmarła nosili to samo nazwisko, więc najprawdopodobniej byli spokrewnieni i okazuje się, że tak było. Andrzej i Józef Miczugowie byli synami zmarłej Elżbiety, czyli byli to bracia mojej 3xprababci - Franciszki Kubiak (zd. Miczuga).

Akt zgonu nie podaje jednak nazwiska panieńskiego praprapraprababci, więc trzeba znaleźć inny sposób na jego uzyskanie. Skoro  była wdową, to szukam aktu zgonu jej męża, który znajduję w księgach tej samej parafii, ale 9 lat wcześniej. 4/16 stycznia 1887r. w szadkowskiej parafii stawili się 40-letni Wawrzyniec Zielewicz i 41-letni Józef Turaj. Oświadczyli oni, że dzień wcześniej (tj. 3/15 stycznia 1887r.) o godzinie 23 zmarł 66-letni Antoni Micuga, syn Michała (imienia matki nie podano), urodzony w Księstwie Poznańskim, Pozostawił po sobie żonę - Elżbietę z Jóźwiaków.















To dopiero pierwsze źródło nazwiska panieńskiego 4xprababci, więc nie ma co się cieszyć, bo pochodzi oni z aktu zgonu, stąd niekoniecznie wiarygodne dane. Zabrałem się więc za szukanie metryk chrztów dzieci moich 4xpradziadków, a później aktu małżeństwa.
Oczywiście zacząłem szukać od tyłu, czyli od najmłodszych dzieci tej pary. Byli to kolejno:
- Marcin, ur. 1861r., matkę zapisano jako Elżbietę z Jóźwiaków, lat 42 (więc ur.~1819r.)






- Andrzej, ur. 1856r., matka: Elżbieta z Jóżwiaków, lat 35 (ur.~1821r.)







- Nepomucena, ur. 1852r., matka: Elżbieta z Juźwiaków, lat 30 (ur.~1822r.)





- Józef, ur. 1850r., matka: Elżbieta z Juźwiaków, lat 28 (ur.~1822r.)





- Marianna, ur. 1847r., matka: Elżbieta z Jóźwiaków, lat 26 (ur.~1821r.)




- Antonina, ur. 1845r., matka: Elżbieta z Jóźwiaków, lat 22 (ur.~1823r.)





- Franciszka, ur. 1843r., matka: Elżbieta z Jóźwów, lat 22 (ur.~1821r.)



- Agnieszka, ur. 1841r., matka: Elżbieta z Jóźwiaków, lat 20 (ur.~1821r.)






Na tym koniec poszukiwań dzieci Antoniego i Elżbiety Miczugów. Na podstawie danych z ośmiu metryk chrztu potomstwa 4xpradziadków, można wywnioskować, że Elżbieta Miczuga powinna urodzić się między 1819, a 1823. Najczęściej jednak pojawiał się wiek, wskazujący na 1821 jako rok urodzenia Elżbiety. Jednak nadal są rozbieżności względem przypuszczalnego roku narodzin. Najwierniej wiek powinien oddać akt małżeństwa, w którym wiek obliczony został na podstawie metryki chrztu (co innego przy chrztach dzieci, gdzie ksiądz wpisywał to, co podał zgłaszający - w tym przypadku ojciec dzieci, a mąż ich matki).
W Szadku jednak ani widu ani słychu po tym akcie. Jednak pobliska parafia - Zadzim skrywa w kartach ksiąg metrykalnych zapis dotyczący małżeństwa z dnia 22 września 1839r.

 Tu bez żadnego ale, odczytać można, że związek zawarto między Antonim Micugą, a  "Panną Elżbietą Juszczakówną córką Mikołaja i Marianny z Walczaków małżonków Juszczaków w Wsi Zalesiu na gospodarstwie zamieszkałych w Wsi Prusinowicach urodzoną lat siedmnaście liczącą przy rodzicach bawiącą się."

Tu sprawdziłoby się to, że ślub był w parafii zamieszkania panny młodej. Co ciekawe, mieszkała w Zalesiu (par. Zadzim), ale urodzona w Prusinowicach (par. Szadek).  Początkowo uznałem to za błąd spisującego, bo Juszczaków w Szadku nie spotkałem, a w Zadzimiu już tak.
















Na pozór akt dotyczy zawarcia związku małżeńskiego Mikołaja Juszczaka (lat 27), kawalera z Marianną Sibilską (lat 42), wdową.  Nazwisko Sibilski jednak prawdopodobnie jest nazwiskiem poprzedniego męża Marianny.

Marianna trochę ponad rok wcześniej zgłosiła zgon swojego męża - Andrzeja Sibilskiego, zmarłego 3 maja 1819r. w Zalesiu!  W akcie podano jednak wiek Marianny - 40 lat.
Niecałe dwa miesiące wcześniej, Andrzej i Marianna zostali rodzicami Józefy, urodzonej 5 marca w Zalesiu. Nie byłoby w tym nic takiego szczególnego, gdyby nie fakt, że ojcem chrzestnym był ... Mikołaj Juszczak z Zalesia i Franciszka Majdas z Prusinowic ! W akcie wpisane zostało nazwisko panieńskie matki - Walczak !!! Można więc pozwolić na stwierdzenie, że małżeństwo zawarte w zadzimskiej parafii dnia 20 sierpnia 1820r. dotyczyło Mikołaja Juszczaka i Marianny z Walczaków Sibilskiej!
W 1816r. Marianna z Walczaków (lat 42) urodziła Andrzejowi Sibińskiemu (lat 44) córkę Antoninę.
W 1819r. ta sama Marianna z Walczaków urodziła temu samemu Andrzejowi Sibińskiemu córkę Józefę. Co ciekawe - w ciągu niecałych trzech lat, Andrzejowi przybyły dwa, a Mariannie ubyły te dwa :D

Po śmierci Andrzeja, Marianna wyszła za młodszego od siebie Mikołaja Juszczaka, któremu 8 miesięcy po ślubie rodzi córkę - Antoninę :)  Mikołaj wpisany wiek ma 23 lata (czyli powinien urodzić się ok. 1798r.)
I na tym kończy się zaleski epizod moich Juszczaków, ponieważ do 1828r. włącznie brak metryk chrztów innych dzieci (w tym poszukiwanej przeze mnie Elżbiety).  Tutaj pasowałaby mi wersja z narodzinami Elżbiety w Prusinowicach (w późniejszych latach podzielonych na Prusinowice i Borki), a ochrzczonej w parafii Szadek.  Czemu jednak w takim razie nie ma w alegatach do małżeństwa 4xpradziadków, metryki chrztu Elżbieta, skoro była z innej parafii?

Na zakończenie dodam, że w Zadzimiu w styczniu 1841r. (półtora roku po zawarciu małżeństwa przez Antoniego Miczugę i Elżbietę Juszczak) ślub bierze 42-letni Mikołaj Juszczak, wdowiec i 21-letnia Zofia Janiak, panna. Mikołaj urodzić się powinien ok. 1799 (względnie 1798, jeżeli ksiądz liczył ilość skończonych lat, a ślub miał miejsce w styczniu, a Mikołaj to typowo grudniowe imię :) ). 

We wrześniu 1839r. ślub wzięli Antoni Miczuga i Elżbieta Juszczak. W akcie zapisano, że rodzice Elżbiety żyją (jeżeli wierzyć zapiskom z aktu chrztu jej siostry z 1821r., to w dniu ślubu powinni mieć kolejno 41 lat (Mikołaj) i 58 lat (Marianna)). Gdyby Marianna zmarła krótko po ślubie córki, to Mikołaj Juszczak, który ślubował w Zadzimiu w 1841r., pasowałby na mojego 5xpradziadka, ale na tą chwilę są to moje wolne spostrzeżenia.. 

wtorek, 3 grudnia 2013

Grudniowe rocznice

Witam,
to już ostatnia z serii "comiesięcznych rocznic". Straszne jest to, że czas tak szybko leci. Nie wiadomo, kiedy minęło te 11 miesięcy.  Za równe trzy tygodnie będzie Wigilia, a za cztery - ostatni dzień roku, czyli kolejne podsumowanie zbliża się wielkimi krokami, a za 29 dni będzie już nowy - 2014 rok.

Wracając jednak do ostatniej - dwunastej części cyklu rocznicowego. Grudzień to miesiąc, kiedy było najmniej ślubów (można to zauważyć m.in. przeglądając księgi metrykalne - w większości przypadków ostatni akt datowany jest na listopad).


2 grudnia 1873r. - narodziny prapradziadka Tomasza Gmiterka,
4 grudnia 1829r. - śmierć 5xpradziadka Mikołaja Nastarowicza, mającego 53 lata,
6 grudnia 1788r. - narodziny 5xprababci Marianny Boreyko,
6 grudnia 1797r. - narodziny 3xpradziadka Mikołaja Borunia,
6 grudnia 1840r. - śmierć 5xpradziadka Błażeja Bujary, mającego 69 lat,
8 grudnia 1826r. - śmierć 4xpradziadka Wojciecha Młodawskiego, mającego 49 lat,
9 grudnia 1795r. - narodziny 5xprababci Wiktorii Klimczak,
10 grudnia 1837r. - śmierć 4xprababci Katarzyny Borkowskiej, mającej 30 lat,
12 grudnia 1974r. - śmierć prababci Anny Rożniata, mającej 78 lat,
14 grudnia 1929r. - narodziny Babci Ireny Sadzewicz,
16 grudnia 1876r. - śmierć 4xpradziadka Ignacego Nastarowicza, mającego 65 lat,
16 grudnia 1908r. - śmierć praprababci Ludwiki Młodawskiej, mającej 67 lat,
17 grudnia 1899r. - śmierć 3xpradziadka Tomasza Kuźnickiego, mającego 62 lata,
18 grudnia 1847r. - narodziny praprababci Marianny Ksel,
18 grudnia 1890r. - śmierć 3xpradziadka Kazimierza Kubiaka, mającego 53 lata,
23 grudnia 1843r. - śmierć 3xprababci Marianny Rożniata, mającej 41 lat,
25 grudnia 1821r. - śmierć 5xprababci Zofii Sidor, mającej 59 lat,
26 grudnia 1830r. - śmierć 6xprababci Marianny Banaś, mającej 60 lat,
26 grudnia 1878r. - narodziny praprababci Stefanii Suchodolskiej,
28 grudnia 1758r. - narodziny 5xprababci Marianny Długojan,
29 grudnia 1837r. - narodziny 3xpradziadka Tomasza Kuźnickiego,
29 grudnia 1840r. - śmierć 5xpradziadka Wojciecha Kuśmirczaka, mającego 43 lata,
31 grudnia 1815r. - narodziny 3xprababci Marcjanny Błońskiej.

Jak widać - w grudniu przeważały zgony. Wśród dotychczas odnalezionych metrykach brak akt małżeństwa z grudnia.

piątek, 1 listopada 2013

Listopadowe rocznice

To już przedostatni post z cyklu rocznic dot. moich przodków.  Jeszcze tylko grudzień i następny miesiąc zacznie nowy rok.

2 listopada 1853r. - śmierć 5xprababci Anastazji Krasińskiej, mającej 65 lat,
3 listopada 1828r. - śmierć 5xpradziadka Jana Kołodziejaka, mającego 60 lat,
5 listopada 1802r. - narodziny 4xprababci Elżbiety Kołodziejak,
5 listopada 1814r. - narodziny 4xpradziadka Marcina Kuźnickiego,
6 listopada 1869r. - narodziny Pradziadka Marcina Rożniaty,
8 listopada 1818r. - narodziny 4xprababci Katarzyny Zygarlickiej,
8 listopada 1897r. - śmierć 2xprababci Marii Marynicz, mającej 38 lat,
10 listopada 1988r. - śmierć Dziadka Adama Marynicza, mającego 64 lata,
11 listopada 1832r. - ślub 4xpradziadków - Ignacego Nastarowicza i Marianny Krasińskiej,
12 listopada 1881r. - śmierć 3xprababci Marianny Lisowskiej, mającej 66 lat,
13 listopada 1982r. - śmierć Dziadka Józefa Młodawskiego, mającego 60 lat,
14 listopada 1796r. - narodziny 4xprababci Katarzyny Majak,
14 listopada 1819r. - ślub 5xpradziadków - Kazimierza Zajączka i Wiktorii Klimczak,
14 listopada 1877r. - śmierć 4xpradziadka Jakuba Kuśmirczaka, mającego 45 lat,
17 listopada 1793r. - ślub 4xpradziadków - Klemensa Olamki i Tekli Ryś,
17 listopada 1849r. - narodziny 2xpradziadka Andrzeja Marynicza,
18 listopada 1855r. - ślub 3xpradziadków - Wojciecha Marka i Katarzyny Bujary,
18 listopada 1933r. - śmierć 2xpradziadka Andrzeja Marynicza, mającego 84 lata,
20 listopada 2011r. - śmierć Taty Adama Marynicza, mającego 48 lat,
21 listopada 1830r, - ślub 5xpradziadków - Wojciecha Kuśmirczaka i Reginy Rudej,
21 listopada 1854r. - śmierć 5xpradziadka Michała Miczugi, mającego 58 lat,
21 listopada 1876r. - ślub prapradziadków - Andrzeja Marynicza i Marii Marek,
22 listopada 1818r. - ślub 5xpradziadków - Michała Miczugi i Magdaleny Owczarek,
22 listopada 1835r. - ślub 4xpradziadków - Marcina Kuźnickiego i Marianny Zajączek,
23 listopada 1800r. - śmierć 5xpradziadka Michała Lisowskiego, mającego 40 lat,
23 listopada 1823r. - ślub 4xpradziadków - Pawła Kubiaka i Elżbiety Kołodziejak,
24 listopada 1844r. - narodziny 3xpradziadka Andrzeja Gmiterka,
28 listopada 1809r. - śmierć 5xprababci Reginy Kijon, mającej 60 lat,
28 listopada 1831r. - śmierć 5xpradziadka Wawrzyńca Borkowskiego, mającego 63 lata,

Listopad widać był szczególnie urodzajny w małżeństwa i zgony. Chrztów też nie zabrakło, ale jest ich znacznie mniej niż pozostałych.

W najbliższym czasie pojawi się post dotyczący małżeństw. Nie wyjawiam jednak o czym dokładniej będzie post .. :)