środa, 22 marca 2017

Podsumowanie 2016 roku pod kątem genealogii

     Kolejny rok za nami. Czas płynie stanowczo za szybko. Dopiero co trwał 2016 r., czekało się na kolejne wydarzenia (genealogiczne i nie tylko), a tu nadszedł kolejny rok, a nawet już jego trzeci miesiąc. Ostatnio wolny czas częściej pożytkuję na poszukiwania, niż pisanie, a szkoda, bo nagromadziła mi się masa informacji, o których wypadałoby napisać...
     
     Rok 2016 stanowczo był rokiem wyjazdów i spotkań genealogicznym. W każdym miesiącu udało mi się znaleźć czas na genealogię, czasem mniej, czasem więcej, ale zawsze coś. Poprzedni rok chciałbym podsumować w nieco inny sposób niż robiłem to dotychczas. Większość wydarzeń (wyjazdów) związanych z genealogią, dokumentowałem poprzez fotografie i umieszczanie ich na Facebooku (ewentualnie będąc oznaczanym na zdjęciach innych osób). Oczywiście nie wszystkie ważne momenty udało się udokumentować, ale nie zawsze była możliwość.

26 stycznia 2016 r. - wizyta w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie




     Wizyta planowana od kilku lat, w końcu doszła do skutku. W Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie znajdują się interesujące mnie księgi metrykalne m.in. z parafii Września, Gozdowo i Kaczanowo. Przy okazji tej wizyty skupiłem się głównie na księgach gozdowskiej parafii, gdzie swoje gniazdo rodowe ma rodzina Miczugów. Co prawda nie udało mi się odnaleźć aktu małżeństwa 6xpradziadków, Antoniego Miczugi i Agaty Józefowny, którzy pobrali się ok. 1787 r., natomiast znalazłem akt chrztu w/w 6xpradziadka, akt małżeństwa jego rodziców, czyli moich 7xpradziadków (Szymon Miczuga i Agata N.) oraz metryki ich zgonów, a także akt zejścia 8xpradziadka - Kazimierza Miczugi oraz wiele innych nieco mniej ważnych dokumentów dot. linii bocznych. 
     Będąc wówczas w Gnieźnie, nie wiedziałem, że niecałe 10 miesięcy później zawitam tam ponownie, o czym będzie w dalszej części postu...

5 marca 2016 r. - XIII urodziny GenPol-u


     Początkiem marca - tradycyjnie - w Warszawie odbyło się kolejne spotkanie genealogów. Jak zwykle spotkanie było poprzedzone oczekiwaniem w pobliskiej kawiarni Costa Coffee, gdzie licznie zbierali się głównie genealodzy przybywający z odległych zakątków Polski. Świętowanie urodzin GenPolu po raz kolejny miało miejsce w budynku PAST-y, gdzie po kilku przemowach, poznaliśmy kolejnego z rzędu Genealoga Roku, którym słusznie wybrany został Staszek Pieniążek. Następnie większość uczestników przeniosła się do znajdującej się niedaleko baru "Tramwaj Warszawski", gdzie można było oddać się wielogodzinnym rozmowom :-)

4 kwietnia 2016 r. - zdany egzamin praktyczny na prawo jazdy

     Samo zdanie egzaminu nie ma żadnego związku z genealogią, jednak dało mi to pewnego rodzaju swobodę i niezależność, która szybko zaczęła procentować również i w sprawach genealogicznych. Odtąd planowanie większości wyjazdów ma inny charakter i nie muszę się martwić, że danego dnia nie ma żadnego połączenia do interesującej mnie miejscowości, szczególnie jeśli chodzi o wioski. 

7-14 maja 2016 r. - Słowacja, Węgry, Rumunia, Mołdawia, Ukraina

     Po raz drugi miałem możliwość wyjazdu z Anią Bartnicką na tereny jeszcze mi nieznane, ale często mające ogromne związki z dawną Polską i nie tylko. Przez ten tydzień udało nam się zobaczyć naprawdę wiele miejsc. Niesamowitym jest dla mnie poznawanie innych narodowości - ich kultur, religii, zwyczajów, czy tradycji. Będąc w nowym dla nas miejscu, różniącym się znacznie od tego, w którym przebywamy na co dzień, warto spróbować lokalnych potraw, czy napojów - czasem mogą być nawet dla nas inspiracją, którą wprowadzimy w swoje życie. 

Węgierska wiejska chata z 1884 r. 
Już po mszy...


W którą stronę skręcić na rondzie? ;)
Zapierające dech w piersiach widoki

Jeden z najstarszych monastyrów w Rumunii




W Rumunii często można spotkać kozy ;)  
Czaplę trochę rzadziej

Zamek w Soroce nad Dniestrem, niestety tego dnia zamknięty :(

Dniestr 
Nad Dniestrem, czyli na pograniczu mołdawsko-ukraińskim



Dniestr w m. Țipova

Mający pochodzić z XII w. monastyr w skale w m. Țipova. Wg legend - miejsce ślubu Stefana Wielkiego

Zamek w Chocimiu - od 10 lat uznawany za jeden z siedmiu cudów Ukrainy

Twierdza w Kamieńcu Podolskim

Dawny kościół Trynitarzy w Kamieńcu Podolskim

 Stare kamienice na Rynku w Kamieńcu Podolskim

Kościół pw. Jasnogórskiej Matki Kościoła w Satanowie, tabliczka przed wejściem w dwóch językach: polskim i ukraińskim 
Kościół w Satanowie



Przykościelny cmentarz w Satanowie

Prawdopodobnie jeden z najstarszych kamieni nagrobnych na cmentarzu w Satanowie, na którym wzmiankowane są dzieci małżonków Wiśniowskich - Macieja (zm. 9 listopada 1819[2?])  i Kunegundy (zd. 21 stycznia 1821)

Macewy na satanowskim kirkucie


Sławuta - to tu najprawdopodobniej tutaj pradziadek Witold Sadzewicz został zabity...
Łuck - to tutaj na świat przyszła Babcia Irena z Sadzewiczów Maryniczowa [1929-2007] - to już końcówka podróży



8 czerwca - w "Głosie Międzyrzecza i Skwierzyny" ukazuje się artykuł o mnie i o genealogii

Co prawda nie jest to mój debiut w prasie, jednak bardzo cieszy, kiedy w gazecie (czy innych mediach) ukazuje się materiał o pasji, która jest sporą częścią życia, bo trwa prawie jego połowę. Jest to okrojona część tego, co powiedziałem, miejscami trochę niezbyt dobrze poucinane, np. fragment dot. podróży śladami przodków (wątek dot. Borków tyczył się też innej historii). Mimo wszystko, bardzo przyjemnie było mi czytać te słowa na łamach w/w tygodnika :-)

Artykuł w "Głosie Międzyrzecza i Skwierzyny"
Około 3 tygodni później tekst ten (jednak nieco zmodyfikowany) pojawił się również w "Gazecie Lubuskiej", o czym dowiedziałem się po czasie. 

Artykuł w "Gazecie Lubuskiej"
11 czerwca - wyjazd do Świdwina i Połczyna-Zdroju

Kościół w Świdwinie
Od dłuższego czasu planowałem wyjazd do miejscowości, z którymi to związani byli moi Dziadkowie w pierwszych latach po II Wojnie Światowej. W końcu nadarzyła się okazja, więc spontanicznie wsiadłem w samochód (w końcu to ja mogłem usiąść za kierownicą!) i pojechałem na północ Polski. W planach było zobaczenie tych miejsc oraz zdobycie kopii wpisów w księgach metrykalnych. Pierwszym przystankiem był Świdwin (w historii Dziadków wyjazd ten był achronologiczny, jednak wg poprawnej kolejności byłby on dla mnie nieco "na około"). To właśnie tam ochrzcili trójkę swoich dzieci w latach 1948, 1951 i 1952. To również tam pochowali swoich dwóch synów. Kiedy dotarłem na miejsce, akurat w kościele dobiegała końca msza. Czekałem chwilę na zewnątrz, po czym zauważyłem, że ludzie z kościoła już wyszli, a księdza jak nie było, tak nie ma, więc wszedłem do środka i okazało się, że młodzież przygotowująca się do bierzmowania, odbierała podpisy za uczestnictwo we mszy. Kiedy wszyscy się rozeszli, podszedłem do Księdza i zapytałem o księgi i możliwość sfotografowania wpisów dot. moich krewnych. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiło się małżeństwo, prawdopodobnie z Niemiec, z czego Pan był potomkiem lokalnych ewangelików z dziada pradziada i pomogłem nieco przy rozmowie, niestety interesujących go (dawnych) ksiąg metrykalnych na parafii nie ma. Po krótkiej rozmowie, przeszliśmy do kancelarii parafialnej, umiejscowionej w budynku obok kościoła i tam mogłem sfotografować interesujące mnie wpisy metrykalne. 
Kościół w Połczynie-Zdroju
Po bardzo szybkim zwiedzeniu Świdwina (głównie rynek i okolice kościoła), udałem się w stronę Połczyna-Zdroju, ponieważ wiedziałem, że na cmentarzu w Świdwinie groby stryjów nie zachowały się. Po drodze zatrzymałem się w miejscowości Redło, gdzie przez przeszło 40 lat (do śmierci w 1988 r.) mieszkała siostra mojej Babci. Tam na cmentarzu szukałem grobów krewnych, które na szczęście odnaleźć się udało (cmentarz jest niewielki - wiejski). Do Połczyna-Zdroju jechałem ze względu na to, że właśnie tam w 1946 r. pobrali się moi Dziadkowie, o czym wspominałem w poprzednim poście dot. ich 70. rocznicy małżeństwa. Kościół na szczęście był otwarty, jednak był całkowicie pusty. Po zrobieniu zdjęć, zostawieniu ofiary za zmarłych krewnych, zacząłem poszukiwania kancelarii. Jeżeli dobrze pamiętam, to jej adres był na drzwiach lub na ścianie kościoła. Okazało się to być miejscem dość odległym i niekoniecznie łatwym do odnalezienia (brak informacji, że to kancelaria, a z wyglądu jest to zwykły dom). Po drodze zatrzymałem się na cmentarzu, gdzie zleciało mi ok. 2 godzin na szukaniu grobu, którego prawdopodobnie nigdy tam nie było, natomiast odnalazłem grób drugiego męża prababci - Pawła Sołomonowicza. Kancelarię odnalazłem i za drugim podejściem, ksiądz otworzył mi drzwi i zaprosił do środka, gdzie niemal na początku było pomieszczenie z interesującymi księgami metrykalnymi, tj. księgą małżeństw z 1946 r. i księgą zmarłych z 1948 r. 

Wyjazd zakończyłem w domu Babci, gdzie przenocowałem i na następny dzień po południu wróciłem do domu. Weekend ten stanowczo wykorzystałem w 100%, a zasób dokumentacji genealogicznej wzbogacił się o kolejne pozycje. 

20 lipca - ziemia łódzka

Z racji tego, że do Polski w odwiedziny przyleciała moja siostra, postanowiłem sprawić jej nieco przyjemności i jednego dnia zabrać ją w podróż - głównym celem były Termy Uniejowskie (oczywiście nieprzypadkowo, bo przecież w Uniejowie w 1826 r. ślubowali nasi 3xpradziadkowie), jednak nie byłbym sobą, gdybym nie wplótł w to akcentu genealogicznego i tak: kierując się na Uniejów, w Wielkopolsce zatrzymaliśmy się we Wrześni i Gozdowie, z obiema parafiami związani są przodkowie mego 4xpradziadka, Antoniego Miczugi (1821-1887), urodzonego w Gutowie Małym, zaślubionym w Zadzimiu i zmarłym w Borkach Prusinowskich. W obu miejscach odwiedziliśmy parafie i popędziliśmy dalej. Kolejnym punktem był Uniejów, gdzie w samych termach spędziliśmy ok. 3 godzin, skąd dalej pojechaliśmy w kierunku południowym, czyli do Pęczniewa, gdzie pochowany jest pradziadek Marcin Rożniata. Kościół znowu (jak w 2015 r.) był zamknięty i do środka wejść się nie udało. Kolejnym punktem były Zygry i tamtejszy cmentarz, gdzie pochowani są przede wszystkim prapradziadkowie, Paweł i Antonina Kubiakowie, zmarli w 1928 r. Następnie pojechaliśmy do Borków Prusinowskich, tam poznałem ciotecznego brata mojej Babci, który przekazał mi nieco informacji o rodzinie. Niestety robiło się już późno, a zajechać mieliśmy jeszcze do Zduńskiej Woli. Tam niestety nie zastałem Cioci, którą chciałem poznać. Stamtąd już prosto do domu. Zmęczony, ale zadowolony.
Po lewej kościół w Gozdowie, po prawej ja ze znakiem na początku wsi
27-31 lipca - Podkarpacie i Lubelszczyzna (rodzinne strony Dziadka - Adama Marynicza)

Jakoś tak się udaje, że od pierwszej wizyty w Narolu w 2014 r. (zaraz po maturze), co roku ponownie się tam zjawiam (w 2015 r. - w kwietniu i w zeszłym roku - w lipcu). Oczywiście każda z podróży przynosi mi wiele wrażeń, ale także pozwala mi poznać nowych krewnych i informacji z życia moich przodków. 

W tym roku udało mi się poznać kolejne dwie siostry Dziadka - Reginę oraz Bronisławę oraz masę krewnych - głównie ze strony Maryniczów. Niestety u nikogo nie znalazło się żadne zdjęcie któregoś z moich pra, czy prapradziadków, chociaż zachowało się sporo zdjęć ich bliskich z czasów, kiedy oni sami wciąż żyli. Niesamowitym prezentem i znaleziskiem było zdjęcie ślubne moich Dziadków, o których dwa tygodnie wcześniej (przed wyjazdem) pisałem na blogu w związku z ich 70. rocznicą ślubu. W rodzinie nigdy nikt nie wspominał o takim zdjęciu, a zachowane w moim domu monidło dotychczas było jedyną pamiątką ślubną Dziadków. Zdjęcie się pionowe i przedstawia Babcię oraz Dziadka w całej okazałości, fotografię wykonano w Połczynie-Zdroju, czyli tam, gdzie się pobrali. Fotografię otrzymałem od Cioci na pamiątkę.

Kościół w Narolu
Narolski ratusz - siedziba lokalnego Urzędu Miasta 



















21-25 września - Kielecczyzna (rodzinne strony Dziadka - Józefa Młodawskiego)

Obiecałem sobie, że jak już będę mieć prawo jazdy i własne auto, to wybiorę się w końcu (na spokojnie, bo ostatnio byłem na jeden dzień - na pogrzebie wuja Antka) na Kielecczyznę. W lipcu i sierpniu było trochę innych wyjazdów, a wakacje (tj. wolne weekendy - studiuję zaocznie) dobiegały końca, więc padła decyzja, że we wrześniu trzeba wziąć kilka dni urlopu i dołączyć do tego weekend, z czego wyjdzie dłuższy wyjazd. 

Wejście do AP w Sieradzu
Plan był taki, by po drodze zahaczyć jeszcze o woj. łódzkie, gdzie na szybko chciałem załatwić kilka spraw - odwiedzić Archiwum w Sieradzu oraz spotkać się z kilkorgiem krewnych, a także zawitać w USC oraz parafii w Szadku. Na szczęście z całej listy, większość udało się zrobić i tak w Archiwum sfotografowałem interesujące mnie akta notarialne oraz księgi ludności stałej, w Zduńskiej Woli spotkałem się z cioteczną siostrą mojej Babci, od której otrzymałem kilka fotografii jej ojca (brata mojej prababci) do skopiowania, a niemal w ostatnim momencie wpadłem do Urzędu Stanu Cywilnego i tam potwierdziłem, że prababcia z pierwszym mężem miała jeszcze jednego syna, który zmarł jako niemowlę. W kancelarii szadkowskiej parafii uzyskałem informację, że mają jedynie powojenne księgi (trafiłem na krótko po przekazaniu starszych ksiąg do AD Włocławek). 





Podpis prapradziadka - Pawła Kubiaka - pod informacją dot. aktu notarialnego




Kolejnym etapem była Kielecczyzna, którą mogłem tym razem zwiedzać bez pośpiechu. Poznałem bliżej mnóstwo krewnych, o których dotychczas głównie słyszałem podczas rozmów u Babci, czy od mojej Mamy. Większość z nich widziałem na pogrzebie w listopadzie 2015 r., jednak nie był to dobry czas na luźne rozmowy. Miałem w końcu sporo czasu, aby odwiedzić trzy cmentarze, na których spoczywa głównie rodzeństwo mojego Dziadka oraz Pradziadkowie i dalsi przodkowie. Niestety zgodnie z przekazami rodzinnymi, grób pradziadków został "oddany" rodzinie teściowej siostry Dziadka. Teraz w tym miejscu znajduje się pomnik, na którym nie ma nawet słowa o osobach tam spoczywających od "początku". 

To tutaj na świat przyszedł mój Dziadek...
14-16 października - III Ogólnopolska Konferencja Genealogiczna w Brzegu

Na połowę października zeszłego roku zaplanowano trzecią już z rzędu Ogólnopolską Konferencję Genealogiczną, która miejsce miała - tradycyjnie - w Brzegu. Jak zwykle był to doskonały czas na spotkania z rzeszą genealogów, można było porozmawiać na różne tematy, a podczas oficjalnych wystąpień prelegentów, dowiedzieć się czegoś nowego. 

Podczas wykładu nt. akt notarialnych

Na zamkowych krużgankach...

Z Anią

Z Iwoną

19-20 listopada - X-lecie Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego

 Wyjazd do Gniezna (drugi w tym roku w kontekście genealogicznym) był całkowicie spontaniczny, ponieważ decyzję o nim podjąłem w piątkowy wieczór, na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem obchodów. Na szczęście nie było żadnego problemu z dopisaniem się do listy uczestników oraz zarezerwowaniem miejsca noclegowego.

W sobotę z rana wyjechałem z domu, aby na miejscu być ok. godziny-półtorej przed planowanym rozpoczęciem świętowania jubileuszu WTG, które odbywało się w Miejskim Ośrodku Kultury. Tam na początku czekała na nas rejestracja, a w dalszej części można było zakupić książki o ciekawej - głównie genealogicznej - tematyce. Zaraz obok była sala, w której odbyła się część oficjalna - występy Zarządu oraz członków WTG, a także zaproszonych gości.


Na godzinę 18 zamówiona została Msza Święta w gnieźnieńskiej katedrze, a po niej udaliśmy się na wspólne biesiadowanie do późnych godzin.


Drugi dzień był poświęcony głównie wizytą w Kórniku i zwiedzaniem lokalnego zamku, który przez lata był własnością rodziny Działyńskich. Od połowy 2011 r. obiekt ten uznany został za Pomnik historii Polski. Po zwiedzaniu przyszedł czas na obiad i po tym niestety nastąpił czas pożegnania i każdy odjechał w swoim kierunku...

Z Justyną :)

Grupowe zdjęcie na schodach przez zamkiem w Kórniku
10-11 grudnia - 3-cie Praszkowskie Spotkania z Historią Rodziny

Wyjazd do Praszki również był nieco spontaniczny. Wiedziałem o tym wydarzeniu m.in. z Facebooka, ale najbardziej zachęcił mnie do udziału Zbyszek Nalichowski podczas obchodów X-lecia Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego. Nie byłem jednak do końca pewny, czy mój wyjazd dojdzie do skutku, ale na szczęście w sobotni poranek, 10 grudnia, wyruszyłem do Zbąszynka, skąd pociągiem dojechałem do Poznania, a po przesiadce - do Kluczborka. Stamtąd z grupą Opolskich Genealogów, trafiłem do Praszki.

Spotkanie rozpoczęło się w Muzeum w Praszce o g. 16. Zebrani mogli wysłuchać trzech ciekawych wystąpień oraz przyjrzeć się dostępnym wystawom poświęconym okolicznych terenów. Drugi dzień to było głównie zwiedzanie Praszki i okolic, które to mają bardzo ciekawą historię i wiem na pewno, że zawitam tam jeszcze nie raz :-)
Grupowa fotografia na koniec spotkania :-)

23 grudnia - przedświąteczna wizyta w Archiwum Państwowym w Łęczycy

Wigilia w zeszłym roku wypadła w sobotę, czyli dzień wolny od pracy. Od dłuższego czasu wiedziałem, że dzień wcześniej do Polski przylatuje moja siostra i będę musiał jechać wieczorem do Poznania, aby odebrać ją z lotniska. Jeżeli dobrze pamiętam, to jakiś tydzień-dwa przed świętami otrzymaliśmy informację w pracy, że piątek będzie dodatkowym dniem wolnym od pracy. W mojej głowie pojawił się już plan, jak w pełni wykorzystać ten dzień i decyzja była prosta - jadę do Łęczycy! To tamtejsze archiwum skrywa interesujące mnie akta notariuszy oraz księgi ludności stałej, czy rejestry mieszkańców. Plan był taki - rano jadę od razu na Łęczycę, a potem spokojnie wracając, po drodze, zgarnę siostrę z lotniska.

W archiwum udało mi się sfotografować księgi ludności stałej z przełomu XIX i XX wieku z interesującymi mnie nazwiskami oraz wszystkich mieszkańców Borków Prusinowskich oraz Czarnego Lasu z lat 30. XX wieku. Z kolei uniejowski notariat przyniósł mi dwa nowe akta notarialne (z czego jeden liczy kilkadziesiąt stron i wymienieni w nim są chyba wszyscy ówcześni mieszkańcy Popowa, pow. Namysłów). Myślę, że do archiwum jeszcze zawitam w niedalekiej przyszłości, ponieważ wydaje mi się, że z notariuszami w Uniejowie moi przodkowie mieli jeszcze coś wspólnego.
Przed budynkiem AP

Jeden z kilku inwentarzy, z których tego dnia skorzystałem
Wracając do domu - Licheń nocą

W ten oto sposób zakończyłem swój wyjazdowo-genealogiczny rok 2016. Był on pełen wrażeń i odkryć. Pierwszy raz udało mi się w ciągu jednego roku kalendarzowego (w rzeczywistości zrobiłem to w 4 i pół miesiąca!) odwiedzić miejscowości, w których na świat przyszły moje Babcie i Dziadkowie (Łuck - maj, Popów - lipiec, Narol-Wieś - lipiec, Szałas - wrzesień).

Nowy Rok to rok pełen konkretnych planów. To zbliżająca się IV Ogólnopolska Konferencja Genealogiczna, obchody rocznicowe Towarzystw Genealogicznych, wyjazdy do miejsc związanych z przodkami, wizyty w Archiwach, parafiach, Urzędach i wiele, wiele innych!

niedziela, 10 lipca 2016

Brylantowa rocznica ślubu Dziadków ojczystych - Adama i Ireny Maryniczów

      Brylantowe gody - bo tak nazywa się 70. rocznica ślubu - obchodziliby dzisiaj, gdyby żyli, moi Dziadkowie ojczyści - Adam i Irena Maryniczowie. I chociaż fizycznie byłoby to możliwe, bo Dziadek miałby dzisiaj 92 lata, a Babcia o 6 mniej, czyli 86, to niestety obojga nie ma już na tym świecie. Dziadek Adam zmarł 10 listopada 1988 r., natomiast Babcia Irena - 12 kwietnia 2007 r. Przeżyli Oni więc razem całe 42 lata. W tym czasie na świat przyszło ośmioro ich dzieci - córki: Helena Irena (1947-2008), Krystyna, Danuta Anna oraz Maria Janina oraz synowie: Jan Henryk (1948-1948), Stanisław Ryszard (1952-1952), Ryszard Adam (1958-1959) oraz najmłodszy z rodzeństwa (mój Tata) Adam Mariusz (1963-2011). Dziadek doczekał się dziewięciorga wnucząt - dzieci wszystkich córek, po jego śmierci na świat przyszła jeszcze dwójka - moja siostra i ja. Babcia poznała wszystkie swoje wnuki, a nawet siedmioro prawnucząt (obecnie jest ich piętnaścioro, a to na pewno nie koniec). 

      Dziadek Adam Marynicz na świat przyszedł 6 marca 1924 r. jako drugie dziecko w rodzinie Franciszka i Rozalii z Gmiterków małżonków Maryniczów. Pod koniec II Wojny Światowej był zmuszony do opuszczenia rodzinnych stron (w innym przypadku najprawdopodobniej straciłby życie). Początkiem 1946 r. przybywa wraz ze swoją przyszłą małżonką z "Prus-Wschodnich" (co ciekawe - pod wspólnym nazwiskiem, pomimo braku ślubu - zapewne miało to jakiś cel). Z rodzinnych przekazów wynika, że wcześniej mieszkali w Prabutach.

    Babcia Irena Sadzewicz urodziła się 14 grudnia 1929 r. jako córka Witolda i Salwiny z Dąbrowskich małżonków Sadzewiczów. Niestety nie ma pewności, którym dzieckiem pradziadków była moja Babcia. Pewnym jest, że miała starszą o 6 lat siostrę Janinę. Babcia opowiadała, że miała dwie siostry, które zmarły w niemowlęctwie, jednak nic więcej w tej sprawie nie wiadomo. Sześcioletnia różnica między siostrami sugeruje, że Witold i Salwina mogli mieć dzieck (a może nawet i dzieci?) w latach 1924-1929. Pradziadek ostatni raz w domu był ok. połowy 1932 r. - na chwilę przed zatrzymaniem na granicy, a późniejszym skazaniem i rozstrzelaniem. Prababcia - wg dopisku przy akcie zgonu z 1948 r. - miała w Łucku zawrzeć związek małżeński z Pawłem Sołomonowiczem. Paweł z dwójką dzieci i Salwina z młodszą córką Ireną razem wyjechali w 1945 r. i również - jak Adam Marynicz - mieszkali w Prabutach, skąd 16-letnia Irena wyjeżdża z 22-letnim Adamem.

Rejestr osób przybywających do gminy Połczyn-Zdrój
Rejestr osób przybywających do gminy Połczyn-Zdrój
              Adam i Irena do gminy Połczyn-Zdrój przybyli 27 marca 1946 r. Prababcia Salwina (matka Babci Ireny) trafiła tam dopiero 2 lipca 1946 r.  Zapewne miało to związek z zawarciem związku małżeńskiego przez jej córkę, ponieważ Dziadkowie pobrali się 8 dni później, czyli 10 lipca 1946 r. w kościele w Połczynie-Zdroju.

      Miesiąc temu wybrałem się w podróż po miejscowościach i parafiach, z którymi związani byli moi Dziadkowie kilka lat po wojnie. Efektem tego są m.in. fotografie zapisów metrykalnych oraz poniższe fotografie kościoła w Połczynie-Zdroju, w którym równe 70 lat temu Adam Marynicz i Irena Sadzewicz wypowiedzieli sakramentalne "tak".

Wnętrze kościoła w Połczynie-Zdroju
Kościoł w Połczynie-Zdroju

Świadectwo ślubu Adama Marynicza i Ireny Sadzewicz

Monidło ślubne Adama i Ireny Maryniczów 


sobota, 30 stycznia 2016

Wizyta w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie

Kilka dni temu (26 stycznia) odwiedziłem Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie. Moi przodkowie zamieszkiwali wiele różnych miejsc, stąd informacje o nich znaleźć mogę w dziesiątkach Archiwów w Polsce i nie tylko. O przodkach z Wielkopolski wiem już kilka dobrych lat, kiedy to za sprawą 4xpradziadka trafiłem w okolice Wrześni. Pisałem o nich pod koniec 2012 r. w poście "Na tropie Miczugów"    
Fragment aktu małżeństwa 4xpradziadków - Antoniego Miczugi i Elżbiety Juszczak, parafia Zadzim, 1839 r.















Antoni Miczuga (zmarł jako Micuga) 22 września 1839 r. w zadzimskiej parafii pojął za żonę młodszą o rok pannę - Elżbietę Juszczak. On sam miał 18 lat. W akcie małżeństwa zapisano, że urodził się w mieście Września w Księstwie Poznańskim jako syn Michała i Magdaleny. W alegatach do tego aktu, znaleźć można akt znania Antoniego, z którego można się dowiedzieć, że Antoni urodził się 13 czerwca 1821 r. w Irzglinku (winno być: Bierzglinku), parafii Września. Późniejsze poszukiwania pozwoliły ustalić, że w w/w akcie znania podano datę chrztu jako datę narodzin. Faktycznie 4xpradziadek na świat przyszedł 10 czerwca. W toku dalszych poszukiwań ustaliłem, że Michał Miczuga i Magdalena Owczarzak pobrali się pod koniec 1818 r. we Wrześni Przeżyli razem blisko 36 lat - w przeddzień rocznicy, Michał zmarł w Prusinowicach. W jego akcie zgonu po raz pierwszy pojawia się nazwa miejscowości,z której pochodził - Gozdowo. Tym tropem dotarłem do jego aktu chrztu. Trafiłem dopiero za drugim podejściem, ponieważ nastawiony byłem na nazwisko Miczuga, a w akcie zapisano, że 5xpradziadek Michał to syn Antoniego i Agaty Miczuszków. Nie odnalazłem wówczas aktu małżeństwa moich 6xpradziadków, więc poszukiwania odłożyłem z nadzieją na wyjazd do Gniezna.
Akt chrztu Michała Miczuszki, datowany na 25 września 1796 r.













Początkiem stycznia zadzwoniłem do Archiwum i zapytałem, jak wygląda sytuacja z rezerwacją terminu. Orzymałem satysfakcjonującą odpowiedź i od razu poprosiłem o zapisanie mnie na wtorek (wówczas Archiwum czynne jest dłużej, niż w pozostałe dni) - 26 stycznia. Potem wystarczyło wziąć dzień urlopu i mogłem zacząć przygotowywać się do wyjazdu.

Wyjechałem jeszcze przed 6 rano, aby na miejscu (po dwóch przesiadkach) być po 3 godzinach. Od przystanku PKP do Archiwum jest kilkanaście minut drogi, więc bez problemu można się przejść i przy okazji zobaczyć kawałek Gniezna. Idąc jedną z głównych ulic miasta - Bolesława Chrobrego - po krótkim czasie ukazuje nam się podobny obraz:
 Jest to dobry znak, ponieważ nieopodal widocznej w oddali katedry, znajduje się budynek Archiwum. Świątynia ta jest miejscem znaczącym dla historii Polski, ponieważ to tam miejsce miało kilka koronacji królów Polski, a także pochowani są m.in. Dobrawa (księżna polska, żona Mieszka I) i św. Wojciech.
Dla genealoga wybór jest dość jasny, najpierw w lewo, a później w prawo 

Widok na katedrę od strony Archiwum


Co do opłat, sprawa była jasna. 16 zł za roczny abonament korzystania z zasobów Archiwum + 5 zł / godz. korzystania z materiałów. Dodatkowo nie ma możliwości kopiowania dokumentów (w pracowni jest monitoring, więc nawet próba zrobienia zdjęcia może źle się skończyć). Archiwum współpracuje z pewną firmą, z którą można skontaktować się w celu zamówienia fotokopii dokumentów (bodajże kilkanaście zł od zdjęcia). Wiedziałem, czego potrzebuję, więc od razu zabrałem się za poszukiwania. Do mojej dyspozycji był komputer z setkami folderów konkretnych parafii, których księgi przechowuje Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie. Zacząłem więc od przeczesywania Gozdowa, z którego pochodził na pewno 5xpradziadek (tam się rodził i był chrzczony w 1796 r.). Z niewiadomych mi przyczyn, obrałem zły zakres lat (+/- 10 lat później, niż to zakładałem) i nie natrafiłem na nic przełomowego (oprócz chrztów dzieci "jakiegoś" Benedykta Miczugi). Przez brak interesujących mnie metryk, postanowiłem sprawdzić pozostałe dokumenty, o które poprosili mnie znajomi genealodzy. Z tych drugich poszukiwań byłem bardziej zadowolony, jednak pora była wczesna i wróciłem jeszcze do ksiąg gozdowskich, tym razem w celu przejrzenia ich od lat wcześniejszych i wynotowaniu dokumentów, w których pojawia się nazwisko Miczuga i podobne. 

Całkiem przypadkowo, pierwszym odkrytym dokumentem był ... akt chrztu Antoniego Miczugi! Według aktu chrztu datowanego na 17 stycznia 1762 r., w Gozdowie urodził się syn Szymona i Agaty Miczugów, któremu nadano imię Antoni. To wciąż trochę za mało, aby twierdzić, że wspomniany Antoni jest tożsamy z moim 6xpradziadkiem. Dalsze poszukiwania dały mi do myślenia, ponieważ wynika z nich, że w podobnym czasie rodziły się dzieci dwóch par o nazwisku Miczuga: Szymona i Agaty oraz Benedykta i Zofii. Szymon niestety umiera, a według aktu zgonu datowanego na 9 sierpnia 1769 r., zmarł w wieku ok. 40 lat. Jego żona przeżyła go o blisko 9 lat - w akcie zgonu z 9 marca 1778 r. zapisano ją jako "Agata Miczuzyna". Również miała mieć ok. 40 lat. 

Po posiadaniu takich informacji, postanowiłem sprawdzić lata wcześniejsze, tj. przed chrztem Antoniego. Okazało się, że w 1760 r. Szymonowi urodziła się córka Marcjanna, a Benedyktowi - syn Tomasz. W poprzednich latach (a sprawdzałem ok. 10 lat, przy czym zwracałem również uwagę na same imiona rodziców, ponieważ wiele par zapisywanych było bez nazwiska) nie odnalazłem metryk chrztów dzieci w/w. Kolejnym etapem było zajrzenie w księgi ślubów, co uczyniłem, chociaż nie ukrywam, że z lekkim strachem, bo mogłoby ich tam nie być. Na szczęście już w ślubach z 1759 r. dwie metryki przykuły mój wzrok. W lutym na ślubnym kobiercu stanęli dwaj mężczyźni - Szymon Miczuga (11.02.) i Benedykt Miczuga (18.02.). Pierwszy z nich zawarł związek małżeński z Agatą, a drugi - z Zofią. Świadkiem pierwszego małżeństwa był Kazimierz Miczuga, którego uznałem początkowo za brata, ale ... od 1741 r. (pierwszy rocznik, który pojawia się po brakującej księdze za lata 1709-1740) nie zanotowano żadnego chrztu na nazwisko Miczuga lub podobne, ale za to pojawia się para Kazimierz i Marianna Miczuga jako chrzestni w metrykach od 1741 r. (wcześniejsze, m.in. z początku XVIII wieku są w marnym stanie, więc najlepiej byłoby pracować z oryginałami, co i tak najpewniej nie dałoby pełnej satysfakcji) i tak np. w akcie chrztu Katarzyny Olejnik z 19 listopada 1741 r. pojawia się Kazimierz Miczuga w roli ojca chrzestnego. Trzeba tu także przyznać, że nazwisko pojawia się od tak dawnych lat, kiedy w wielu metrykach, wiele osób występuje np. pod nazwami chałupnik, komornik, czy parobek. Kazimierz Miczuga po raz ostatni został zapisany w Liber Mortuorum w roku 1776 r.. (9 maja) jako 69-latek. Niestety nie napisano, czy był wdowcem, czy nie, a aktu zgonu jego żony nie udało się odnaleźć.

Na koniec prezentuję porównanie mojej wiedzy przed i po wizycie w Archiwum: 


czwartek, 31 grudnia 2015

Genealogiczne podsumowanie roku 2015

     Mijający rok odegrał ważną rolę w moich poszukiwaniach, ponieważ przez całe 12 miesięcy pracowałem nad genealogią rodziny. Zazwyczaj jedno wydarzenie prowadziło do kolejnego i ten ciąg przyczynowo-skutkowy pozwolił rozwikłać wiele rodzinnych zagadek, poznać krewniaków oraz odwiedzić miejsca związane z przodkami. To właśnie podróże śladami przodków przede wszystkim dawały początek ważnym odkryciom. 

     Końcem kwietnia odwiedziłem Ukrainę, a dokładniej jej część należącą niegdyś do Polski. Całą wyprawę opisałem na blogu na początku maja. W Łucku na świat przyszła moja Babcia ojczysta, tam też w katedrze została ochrzczona. Ich rodzice związani byli z terenami na zachód od serca Wołynia. Pradziadek i jego przodkowie to głównie parafia Torczyn i Zaturce, z kolei prababci losy związane są z parafią Łokacze oraz najpewniej pobliskimi terenami, gdzie żyli Dąbrowscy i Tomaszewscy. Udało mi się rozwikłać zagadkę związaną z pochodzeniem Sadzewiczów, którzy tak naprawdę byli Sarzewiczami z pobliskich terenów i nawet około 50-letnia "dziura metrykalna" nie przeszkodziła w poszukiwaniach.

     Przełom nastąpił również u Dąbrowskich. Nie udało mi się odnaleźć kolejnych pokoleń przodków, jednak poznałem wiele szczegółów z życia rodzeństwa mojej prababci Potomkowie Feliksa mieszkają niedaleko Żytomierza na Ukrainie, zaś Teresy i Władysława - w Polsce. Najciekawsze wydaje mi się trafienie na trop starszej o 20 lat siostry mojej prababci. Moja Babcia (zm. 2007 r., córka w/w Salwiny) wspominała o rodzinie swej matki, jednak przez bardzo długi brak kontaktu, niektóre informacje były szczątkowe. Prababcia miała mieć czworo rodzeństwa - dwie siostry i dwóch braci. Jedna z sióstr miała wyjść za Broniewicza i mieć z nim czworo dzieci - Bronisława, Feliksa, Sabinę oraz córkę, której imienia Babcia nie pamiętała. Można powiedzieć, że informacji niewiele, ale tragedii nie ma. Ze spisów osób spowiadających się w parafii Łokacze, wyłuskałem dane o prapradziadkach i ich dzieciach, które mieszkały z nimi w latach 1902-1907, a byli to Władysław (ur. 1881), Józefa (ur. 1898), Apolonia (ur. 1900) oraz Salwina (ur. 1902). Wydawać by się mogło, że szanse na wytypowanie siostry, która wyszła za Broniewicza wynosi 50%, lecz nie mogło być tak łatwo. Poszukiwania prowadziłem dwutorowo, jednak przez kilka lat bezowocnie. W tym roku przy okazji innych działań genealogicznych, ustaliłem, że w 1900 r. w Rogowiczach wraz z rodzicami mieszkała 18-letnia Teresa, której 2 lata później w domu rodzinnym nie było. Mogła wyjść za mąż, umrzeć lub pójść na służbę, myśli były różne. Termat zacząłem drążyć i dość szybko ustaliłem, że w 1901 r. w Łokaczach zawarty został związek małżeński pomiędzy Antonim Janiewiczem, a Teresą Dąbrowską. Para doczekała się czworga dzieci - Bronisława (1905-1981), Amelii (1910-1965), Sabiny (1914-1949) oraz Feliksa (1917-1986). Nie miałem już wątpliwości, że to o tej rodzinie mówiła moja Babcia, a córką, której imienia nie pamiętała była Amelia. Obecnie mam kontakt z niektórymi potomkami siostry mojej prababci, a być może w niedalekiej przyszłości dojdzie do spotkania.
Rodzeństwo Dąbrowskich, od lewej: Władysław (1881-?), Teresa (1882-1962), Feliks (1892-1960) i Salwina (1902-1948)


     Wracając z Ukrainy, zajechaliśmy na moment w rodzinne strony mojego dziadka - Adama Marynicza (1924-1988). Podjąłem próbuję kontaktu z jego młodszą siostrą, jednak nikogo nie zastałem wówczas w domu, może kolejna próba będzie udana. Odwiedziłem oczywiście wówczas cmentarz w Narolu, na którym moi przodkowie byli chowani przez wiele pokoleń, a groby części z nich zachowały się do dnia dzisiejszego. Zdecydowanie jest to linia, którą najmniej pogłębiłem tego roku.

     Później była chwila przerwy w podróżach genealogicznych, nie licząc kilku mniejszych, np.. do Tychowa pod Stargardem Szczecińskim, gdzie mieszka żona stryjecznego brata mojej Babci - Ireny z Sadzewiczów Maryniczowej (1929-2007), Znowu wyjazd zaplanowany był na koniec miesiąca, tym razem na sierpień. Relację zdałem na blogu początkiem września. Nie da się ukryć, że wyjazd ten był tak owocny, że do dnia dzisiejszego zbieram plony, a o tym już na blogu nie było, ponieważ post pojawił się krótko po samym wyjeździe. Pisałem wówczas, że poznałem tam ciotecznego brata mojej Babci, którego opowieści znacznie ułatwiły mi poszukiwania innych krewnych ze strony Kubiaków. Ich (mojej Babci i tego jej brata ciotecznego) chrzestną była ta sama ciocia - Marianna z Kubiaków Zającowa (1894-1981), starsza siostra matek. Wiedziałem jedynie, że mieszkała w Konstantynowie Łódzkim. Po kontakcie z tamtejszym Urzędem i dodatkowo bardzo uprzejmymi osobami, ustaliłem, że przeszło 90-letnia córka w/w Marianny, a siostra cioteczna mojej Babci wciąż żyje, a nawet udało się przekazać kontakt do jej wnuka, a mojego kuzyna - jeszcze tego samego dnia rozmawialiśmy przez telefon. Posiadane przez nas informacje były spójne, więc o pomyłce nie było mowy.
Zdjęcie, na którym widać fotografię 2xpradziadków (po prawej)
W dodatku okazało się, że syn tego kuzyna, również interesuje się genealogią - lepiej być nie mogło :-) Wymienialiśmy się różnymi materiały i w pewnym momencie okazało się, że kuzyn i jego syn pamiętają zdjęcie, które wisiało u ich babci na ścianie, a przedstawiało tejże babci dziadków macierzystych, czyli moich prapradziadków - Pawła i Antoninę z Kuźnickich małżonków Kubiaków, zmarłych w 1928 r. w Borkach Prusinowskich. Niestety fotografia zaginęła podczas przeprowadzki i nikt nie wiedział gdzie ona jest. Na początku grudnia kuzyn przesłał mi zdjęcie sprzed ok. 10 lat, na którym są jego dziadkowie na tle ściany, na której wisiały fotografie przodków. Dla mnie to już było dużo, ponieważ miałem jakiś ogólny zarys sylwetek prapradziadków, jednak nieco ponad później kuzyn uradował mnie informacją, że zdjęcie się odnalazło, a skan otrzymam w poniedziałek i tym sposobem przedświąteczny poniedziałek był chyba najlepszym w moim życiu, a sam skan bezcennym prezentem świątecznym, którego nie da się kupić za żadne pieniądze.

     Znowu była krótka przerwa i nastał listopad. Dwudziestego minęły 4 lata od śmierci mojego Taty, a dwa dni później nadeszła smutna wiadomość o śmierci mojego dziadka stryjecznego - Antoniego Młodawskiego, zmarłego w wieku 96 lat. Nigdy nie podaruje sobie tego, że nie poznałem brata mojego dziadka... Miałem plan wybrać się na Kielecczyznę w następny weekend (miałem wówczas wolny weekend, który chciałem dobrze wykorzystać), jednak pojawiłem się tam już we wtorek - 24 listopada, to właśnie wtedy pożegnaliśmy stryja mojej Mamy. Miałem wewnętrzną potrzebę uczestnictwa w pogrzebie mojego krewnego, który niestety już mi nie opowie o swoich rodzicach, rodzeństwie, czy innych krewnych... W ostatnim pożegnaniu uczestniczyło naprawdę wielu krewnych i chociaż osób tych nigdy wcześniej nie widziałem, to czułem się, jakbyśmy znali się niemal od zawsze. Poznałem bardzo wielu krewnych, w tym nawet pełnoletnie już prawnuczki zmarłego. Mam zaproszenie na ziemie przodków i już dzisiaj wiem, gdzie w przyszłym roku na pewno pojadę.

      Zbliżający się rok to bardzo wiele planów, chęć rozwikłania rodzinnych zagadek. Chciałbym, aby 2016 r. był obfity w wyjazdy genealogiczne, spotykanie krewnych i spisywanie opowiadań, odkrywanie kolejnych pokoleń przodków, zdobywanie fotografii przodków i wiele, wiele innych, czego szczerze życzę również innym Genealogom i nie tylko :)

Moi przodkowie, stan na dzień 31 grudnia 2015 r.

niedziela, 6 września 2015

Podróż śladami przodków Babci macierzystej

Właśnie dzisiaj mijają równe dwa tygodnie od dnia, kiedy przyjechałem do Łodzi. Wyjazd ten w zasadzie został został zaplanowany dość spontanicznie i od słowa do słowa uzgodniłem z Ciocią Anią Stręgiel termin przyjazdu.

W sobotę (22 sierpnia) ogarnąłem wszystko związane z wyjazdem (głównie różnej maści zakupy) i tego samego dnia pod wieczór spakowałem wszystkie niezbędne rzeczy do walizki i plecaka. W niedziele z samego rana pojechałem na dworzec, aby tam wsiąść do pociągu, który jechał do Gorzowa Wielkopolskiego. Tam z kolei po około godzinie miałem kolejny pociąg, którym dojechałem do Poznania. W stolicy Wielkopolski również miałem trochę czasu na przesiadkę i kilka minut po 13 ruszyłem składem zmierzającym do Łodzi, gdzie dojechałem jeszcze przed godziną 18. Na dworcu czekali na mnie Ciocia z Wujkiem i razem z nimi pojechaliśmy do domu :)
Na miejscu kilka godzin zleciało nam na rozmowie o wspólnej pasji, a także na zaplanowaniu poniedziałkowego wyjazdu. Następnego dnia z rana wyruszyliśmy na zachód od Łodzi. Pierwszym punktem naszej podróży był Szadek i tamtejszy kościół pw. Wniebowzięcia NMP i św. Jakuba wybudowany w I połowie XIV wieku. To właśnie tam w 1896 r. została ochrzczona moja prababcia Anna Kubiak, dwa lata wcześniej ślub wzięli prapradziadkowie Paweł Kubiak i Antonina Kuźnicka, obojga rodzice, a także wiele przodków w kolejnych pokoleniach. Z parafią byli związani na pewno od XVIII wieku. 
Fasada kościoła w Szadku
XIV-wieczna gotycka chrzcielnica z brązu
























To tutaj nasi wspólni pra...dziadkowie Kuźniccy wzięli ślub
Stamąd bezpośrednio udaliśmy się do Zadzimia, gdzie z kolei sześcioro z ośmiorga pradziadków mojej prababci Anny zawarli związki małżeńskie: Paweł Kubiak i Elżbieta Kołodziejak w 1823 r., Marcin Kuźnicki i Marianna Zając[zek] w 1835 r., a także Antoni Miczuga i Elżbieta Jóźwiak vel Juszczak w 1839 r. Druga para to najbliżsi wspólni przodkowie Cioci Ani i moi, więc to niesamowite, że spotkaliśmy się w roku, w którym przypada 180. rocznica ich ślubu. Co ciekawe, pierwsze spotkanie miało miejsce w marcu tego rou w Warszawie.

Niedaleko kościoła znajduje się Urząd Gminy, gdzie w jednym z pomieszczeń mieści się również Urząd Stanu Cywilnego. Tam z kolei wybrałem się w celu sfotografowania dokumentów dot. moich krewnych, w tym m.in. akt małżeństwa pradziadków Marcina Rożniaty i Anny z Kubiaków Zającowej (1931) oraz akta zgonów prapradziadków Pawła i Antoniny Kubiaków (1928). 

Jeżdżąc do kolejnych miejscowości będących w planie naszej podróży, mijaliśmy wiele wsi, z którymi związani byli nasi przodkowie. Jest to naprawdę niesamowite uczucie i swego rodzaju duchowa podróż, ponieważ będąc np. w Rzeczycy zastanawialiśmy się z Ciocią, gdzie mogli mieszkać nasi Zającowie wraz z pierworodną córką Marianną, która jako 15-latka wyszła za starszego o 6 lat Kuźnickiego Marcina urodzonego w Witowie. 
Z Zadzimia pojechaliśmy prosto do Pęczniewa. Tam do odwiedzenia był cmentarz oraz kościół. Losy moich krewnych związane są głównie z pobliską wsią Popów. Tam na początku lat 80. XIX wieku osiedlili się Józef i Józefa Rożniatowie z licznym potomstwem. W sierpniu 1884 r. ślub w pęczniewskiej parafii bierze ich córka Marianna. W maju następnego roku Józefowi i Józefie rodzi się ostatnie dziecko - syn Stanisław, a miesiąc później na świat przychodzi pierwsza wnuczka. Mija kilka lat i Marcin Rożniata poznaje w Wilamowie swoją późniejszą żonę - Katarzynę Kozłowską. 21 stycznia 1895 r. stają na ślubnym kobiercu - on ma 25 lat, a ona 17. Po ślubie zamieszkują u niego i tam już w następnym roku na świat przychodzi pierwsze dziecko Marcina i Katarzyny - córka Aniela. Urodziła się 9 listopada 1896 r. Trzy tygodnie i trzy dni wcześniej w oddalonej o ok. 20 km wsi Borki Prusinowskie w rodzinie Pawła i Antoniny Kubiaków urodziła się druga córka, której na chrzcie świętym nadane zostało imię Anna. Kto by pomyślał, że 35 lat później zostanie drugą żoną Marcina Rożniaty ... 
Odnaleziony grób pradziadka
Drewniany kościół w Pęczniewie z 1761 r.
Na cmentarzu w Pęczniewie najbardziej zależało mi na tym, aby odnaleźć grób pradziadka zmarłego 70 lat temu w wyniku pobicia. Wchodząc na cmentarz nie miałem żadnej wiedzy nt. ewentualnej lokalizacji grobu przodka. Z każdą kolejną alejką moja nadzieja malała. Spotkani na cmentarzu ludzie nie kojarzyli nazwiska, ale nie poddaliśmy się i szliśmy dalej. Już powoli udając się w kierunku wyjścia, zaczepiłem pewną Panią, której nazwisko było trochę znajome i wskazała na miejsce, w którym faktycznie znaleźliśmy grób z nazwiskiem Rożniata, ale była to Katarzyna zmarła w 1928 r. (przypuszczalnie pierwsza żona pradziadka - nie zgadza się wiek na nagrobku). Obok z kolei były dwa spore groby. Wyglądały na dość stare, ale niestety nie było żadnych informacji o osobach w nich pochowanych. Podczas rozmowy z tą Panią, spoglądałem jeszcze po okolicy, kiedy nagle kątem prawego oka ujrzałem grób z potrójnie występującym nazwiskiem Rożniata, a jako pierwszy wymieniony został Marcin (1869-1945). Tym właśnie sposobem udało się odnaleźć grób pradziadka. Radość była naprawdę ogromna! Okazało się, że razem z pradziadkiem pochowany jest jego syn Henryk (1919-1976) oraz wnuk Wiesław (1951-2006). 
Z cmentarza udaliśmy się do kościoła. Ten niestety był zamknięty (podobnie jak w Zadzimiu) i świątynie, w której m.in. ochrzczono moją Babcię, mogłem zobaczyć jedynie z zewnątrz. 
W tym grobie wraz z córką i zięciem pochowani są moi prapradziadkowie
Pęczniew był najdalszym punktem naszej podróży, więc udaliśmy się z powrotem w kierunku Szadku, ale po drodze odwiedzając kilka miejsc. Najpierw zajechaliśmy pod kościół w Zygrach, który akurat był w remoncie i również był zamknięty (jak ten w Zadzimiu i Pęczniewie). W Zygrach zatrzymaliśmy się również na cmentarzu, który ulokowany jest poza miejscowością - w lesie. Na tamtejszej nekropolii pochowanych jest wielu krewnych, którzy głównie mieszkali w Borkach Prusinowskich (wieś ta została przejęta z par. Szadek do par. Zygry w 1921 r.). Tam właśnie w 1928 r. w odstępie 4 miesięcy zmarli moi prapradziadkowie Paweł (1866-1928) i Antonina z Kuźnickich (1874-1928) Kubiakowie. Miałem cichą nadzieję, że gdzieś może jest ich grób, jednak moja wiedza nie była wystarczająca, aby móc zlokalizować mogiłę. Dopiero z późniejszej rozmowy z krewnym (wnukiem Pawła i Antoniny) okazało się, że byłem przy ich grobie. Niestety do dnia dzisiejszego nie zachowała się żadna tabliczka z ich imionami, chociaż z przekazu wiem, że swego czasu takowa była. Razem w grobie pochowana jest ich córka Józefa (1910-1978) z mężem Antonim Nastarowiczem (1908-1963), który nota bene był jej kuzynem (ich pradziadkowie byli braćmi). 

Z cmentarza w Zygrach pojechaliśmy bezpośrednio do miejscowości, z którą związani są nasi przodkowie. Początkowo w okolicach połowy XIX wieku mieszkali w Prusinowicach, po czym przenieśli się do pobliskiej wsi Borki Prusinowskie, w której też pomarli, a ich potomkowie mieszkają do dnia dzisiejszego. Najpierw udaliśmy się do p. sołtysa, aby zasięgnąć języka w temacie najstarszych mieszkańców wsi. Oczywiście dobrze trafiliśmy i dowiedzieliśmy się, kto mógłby nam powiedzieć więcej o tej miejscowości i jej mieszkańcach. Przy okazji dowiedzieliśmy się również, że jego wciąż żyjąca babcia (mająca ok. 95 lat) miała dwóch mężów i tym drugim był ... Franciszek Kuźnicki! Czyli na starcie zostaliśmy miło zaskoczeni powiązaniami rodzinnymi. 

Najpierw udaliśmy się do domu, w którym mieszkać miał siostrzeniec mojej prababci. Zostaliśmy bardzo miło przyjęci. Nowo poznany wujek pokazał nam album z rodzinnymi fotografiami. Skopiowałem te stare fotografie i wysłuchiwałem opowieści krewnego. Przede wszystkim dowiedziałem się sporo o rodzeństwie prababci, ponieważ moja prababcia wyjechała stamtąd na Ziemie Odzyskane w 1945 r., to kontakt niestety z krewnymi osłabił się, a ja w zasadzie wiedziałem nieco więcej o młodszym o 21 lat od prababci bracie - Feliksie (1917-1981). Od wujka dowiedziałem się, że jego ciocia "Zajączka" (Marianna, żona Edwarda Zająca) była jego chrzestną. Co ciekawe, ta sama ciocia była chrzestną mojej Babci! Krewny mówił, że nazwisko Rożniata jest mu znajome, ale nie mógł skojrzyć z konkretnymi osobami. Kiedy moja prababcia z dziećmi opuszczała swoje rodzinne strony, wujek miał raptem 3 latka, więc pamiętać ich nie mógł. Najważniejsze jednak, że mogłem poznać brata ciotecznego mojej babci i dowiedzieć się nieco o jego i jego krewnych życiu. Wiem np. teraz dzięki niemu, gdzie pochowani są moi prapradziadkowie, gdzie mieszkali. W 1913 r. rodziła się tam mama w/w wujka, czyli siostra mojej prababci, więc może i w tym samym domu na świat przyszła mama mojej babci? Obecnie w tym miejscu mieszkają prawdopodobnie potomkowie brata mojej praprababci Antoniny z Kuźnickich Kubiakowej - Wawrzyńca (1880-1953). 

Następną osobą, którą odwiedziliśmy był przedstawiciel rodu Kuźnickich. Był on jednym z dziesięciorga dzieci Zygmunta (1920-2006) i Stanisławy z Nastarowiczów (1919-2005) Kuźnickich. Zygmunt był najmłodszym - również z dziesięciorga - dzieci Franciszka Kuźnickiego (1864-1930) i jego żony Józefy z Micugów (1878-1977). W rodzinie wciąż żywa jest legenda nt. Kuźnickich. Otóż pochodzić oni mają ze Słupcy, gdzie nasz przodek Józef (1783-1846) został sierotą (rodzice mieli zostać zabici), a on i jego bracia mieli się udać w różne strony - każdy do innego zaboru. Józef trafił do Witowa (par. Warta) i tam założył rodzinę i właśnie jego synem był Marcin Kuźnicki (1814-1901), który w rodzinie znany jest jako bardzo silny mężczyzna (sam potrafił podnieść i ciągnąć wóz, który zaprzęgany był w konie), a gospodarstwo Kuźnickich zawsze było największe we wsi. Od wujka otrzymaliśmy namiar na jego siostrę, która mieszka w Łodzi i posiada stare fotografie rodzinne. 

Nasza wizyta w Borkach Prusinowskich skończyła się na wizycie u wujka Franciszka. Jadąc już w kierunku domu, zatrzymaliśmy się jeszcze na szadkowskim cmentarzu i stamtąd prosto do domu. 




















Na spotkaniu Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski
Kolejny dzień (wtorek) przeznaczony był głównie na zwiedzanie Łodzi. Ciocia z Wujkiem pokazali mi najważniejsze zabytki, a także jedne z ładniejszych miejsc. Miałem okazję przejść się słynną na całą Europę ulicą Piotrkowską, a nawet wpadłem na chwilę z wizytą do łódzkiego Archiwum Państwowego. Tego dnia właśnie na 15 umówieni byliśmy z kolejną krewną (siostrą wujka Franciszka - Aldoną). Rozmowy i przeglądanie zdjęć tak nas zaabsorbowały, że nie zauważyliśmy, kiedy minęły prawie 3 godziny i niestety musieliśm jechać dalej, bo na 18 byliśmy umówieni na spotkanie Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski, na którym zostałem bardzo miło przyjęty i wiem, że na pewno tam jeszcze wrócę.

Niestety w środę z samego rana musiałem już wsiąść do pociągu i wrócić do domu. Wizytę będę wspominał naprawdę wspaniale, a wszystko dzięki osobom podczas niej spotkanych i poznanych, a przede wszystkim dzięki Cioci Ani i Wujkowi Wojtkowi :) 

Każdemu genealogowi (i nie tylko) polecam odwiedzać miejsca związane z przodkami! Taką duchową podróż zapamiętuje się do końca życia. Przy okazji spotkać możemy żyjących krewnych, a najważniejsze to szukać tych najstarszych i pytać, pytać, jeszcze raz pytać. W zeszłym roku podczas podróży na Podkarpacie (Narol i okolice), spotkałem i poznałem w końcu ciocię mojego dziadka (szwagierke prababci zmarłej w 1926 r.), która opowiedziała mi m.in. o swoich teściach, którzy byli moimi prapradziadkami. Praprababcia Zofia zmarła 79 lat, a prapradziadek Tomasz 70 lat temu. Wciąż jednak żywy jest przekaz o nich, a informacje mam od osoby, która miała bezpośredni kontakt z nimi. 
Z nowo poznanymi krewnymi: (od lewej) ja, kuzynka Żaneta, ciocia Ania, kuzyn Antek, ciocia Aldona