niedziela, 10 lipca 2016

Brylantowa rocznica ślubu Dziadków ojczystych - Adama i Ireny Maryniczów

      Brylantowe gody - bo tak nazywa się 70. rocznica ślubu - obchodziliby dzisiaj, gdyby żyli, moi Dziadkowie ojczyści - Adam i Irena Maryniczowie. I chociaż fizycznie byłoby to możliwe, bo Dziadek miałby dzisiaj 92 lata, a Babcia o 6 mniej, czyli 86, to niestety obojga nie ma już na tym świecie. Dziadek Adam zmarł 10 listopada 1988 r., natomiast Babcia Irena - 12 kwietnia 2007 r. Przeżyli Oni więc razem całe 42 lata. W tym czasie na świat przyszło ośmioro ich dzieci - córki: Helena Irena (1947-2008), Krystyna, Danuta Anna oraz Maria Janina oraz synowie: Jan Henryk (1948-1948), Stanisław Ryszard (1952-1952), Ryszard Adam (1958-1959) oraz najmłodszy z rodzeństwa (mój Tata) Adam Mariusz (1963-2011). Dziadek doczekał się dziewięciorga wnucząt - dzieci wszystkich córek, po jego śmierci na świat przyszła jeszcze dwójka - moja siostra i ja. Babcia poznała wszystkie swoje wnuki, a nawet siedmioro prawnucząt (obecnie jest ich piętnaścioro, a to na pewno nie koniec). 

      Dziadek Adam Marynicz na świat przyszedł 6 marca 1924 r. jako drugie dziecko w rodzinie Franciszka i Rozalii z Gmiterków małżonków Maryniczów. Pod koniec II Wojny Światowej był zmuszony do opuszczenia rodzinnych stron (w innym przypadku najprawdopodobniej straciłby życie). Początkiem 1946 r. przybywa wraz ze swoją przyszłą małżonką z "Prus-Wschodnich" (co ciekawe - pod wspólnym nazwiskiem, pomimo braku ślubu - zapewne miało to jakiś cel). Z rodzinnych przekazów wynika, że wcześniej mieszkali w Prabutach.

    Babcia Irena Sadzewicz urodziła się 14 grudnia 1929 r. jako córka Witolda i Salwiny z Dąbrowskich małżonków Sadzewiczów. Niestety nie ma pewności, którym dzieckiem pradziadków była moja Babcia. Pewnym jest, że miała starszą o 6 lat siostrę Janinę. Babcia opowiadała, że miała dwie siostry, które zmarły w niemowlęctwie, jednak nic więcej w tej sprawie nie wiadomo. Sześcioletnia różnica między siostrami sugeruje, że Witold i Salwina mogli mieć dzieck (a może nawet i dzieci?) w latach 1924-1929. Pradziadek ostatni raz w domu był ok. połowy 1932 r. - na chwilę przed zatrzymaniem na granicy, a późniejszym skazaniem i rozstrzelaniem. Prababcia - wg dopisku przy akcie zgonu z 1948 r. - miała w Łucku zawrzeć związek małżeński z Pawłem Sołomonowiczem. Paweł z dwójką dzieci i Salwina z młodszą córką Ireną razem wyjechali w 1945 r. i również - jak Adam Marynicz - mieszkali w Prabutach, skąd 16-letnia Irena wyjeżdża z 22-letnim Adamem.

Rejestr osób przybywających do gminy Połczyn-Zdrój
Rejestr osób przybywających do gminy Połczyn-Zdrój
              Adam i Irena do gminy Połczyn-Zdrój przybyli 27 marca 1946 r. Prababcia Salwina (matka Babci Ireny) trafiła tam dopiero 2 lipca 1946 r.  Zapewne miało to związek z zawarciem związku małżeńskiego przez jej córkę, ponieważ Dziadkowie pobrali się 8 dni później, czyli 10 lipca 1946 r. w kościele w Połczynie-Zdroju.

      Miesiąc temu wybrałem się w podróż po miejscowościach i parafiach, z którymi związani byli moi Dziadkowie kilka lat po wojnie. Efektem tego są m.in. fotografie zapisów metrykalnych oraz poniższe fotografie kościoła w Połczynie-Zdroju, w którym równe 70 lat temu Adam Marynicz i Irena Sadzewicz wypowiedzieli sakramentalne "tak".

Wnętrze kościoła w Połczynie-Zdroju
Kościoł w Połczynie-Zdroju

Świadectwo ślubu Adama Marynicza i Ireny Sadzewicz

Monidło ślubne Adama i Ireny Maryniczów 


sobota, 30 stycznia 2016

Wizyta w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie

Kilka dni temu (26 stycznia) odwiedziłem Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie. Moi przodkowie zamieszkiwali wiele różnych miejsc, stąd informacje o nich znaleźć mogę w dziesiątkach Archiwów w Polsce i nie tylko. O przodkach z Wielkopolski wiem już kilka dobrych lat, kiedy to za sprawą 4xpradziadka trafiłem w okolice Wrześni. Pisałem o nich pod koniec 2012 r. w poście "Na tropie Miczugów"    
Fragment aktu małżeństwa 4xpradziadków - Antoniego Miczugi i Elżbiety Juszczak, parafia Zadzim, 1839 r.















Antoni Miczuga (zmarł jako Micuga) 22 września 1839 r. w zadzimskiej parafii pojął za żonę młodszą o rok pannę - Elżbietę Juszczak. On sam miał 18 lat. W akcie małżeństwa zapisano, że urodził się w mieście Września w Księstwie Poznańskim jako syn Michała i Magdaleny. W alegatach do tego aktu, znaleźć można akt znania Antoniego, z którego można się dowiedzieć, że Antoni urodził się 13 czerwca 1821 r. w Irzglinku (winno być: Bierzglinku), parafii Września. Późniejsze poszukiwania pozwoliły ustalić, że w w/w akcie znania podano datę chrztu jako datę narodzin. Faktycznie 4xpradziadek na świat przyszedł 10 czerwca. W toku dalszych poszukiwań ustaliłem, że Michał Miczuga i Magdalena Owczarzak pobrali się pod koniec 1818 r. we Wrześni Przeżyli razem blisko 36 lat - w przeddzień rocznicy, Michał zmarł w Prusinowicach. W jego akcie zgonu po raz pierwszy pojawia się nazwa miejscowości,z której pochodził - Gozdowo. Tym tropem dotarłem do jego aktu chrztu. Trafiłem dopiero za drugim podejściem, ponieważ nastawiony byłem na nazwisko Miczuga, a w akcie zapisano, że 5xpradziadek Michał to syn Antoniego i Agaty Miczuszków. Nie odnalazłem wówczas aktu małżeństwa moich 6xpradziadków, więc poszukiwania odłożyłem z nadzieją na wyjazd do Gniezna.
Akt chrztu Michała Miczuszki, datowany na 25 września 1796 r.













Początkiem stycznia zadzwoniłem do Archiwum i zapytałem, jak wygląda sytuacja z rezerwacją terminu. Orzymałem satysfakcjonującą odpowiedź i od razu poprosiłem o zapisanie mnie na wtorek (wówczas Archiwum czynne jest dłużej, niż w pozostałe dni) - 26 stycznia. Potem wystarczyło wziąć dzień urlopu i mogłem zacząć przygotowywać się do wyjazdu.

Wyjechałem jeszcze przed 6 rano, aby na miejscu (po dwóch przesiadkach) być po 3 godzinach. Od przystanku PKP do Archiwum jest kilkanaście minut drogi, więc bez problemu można się przejść i przy okazji zobaczyć kawałek Gniezna. Idąc jedną z głównych ulic miasta - Bolesława Chrobrego - po krótkim czasie ukazuje nam się podobny obraz:
 Jest to dobry znak, ponieważ nieopodal widocznej w oddali katedry, znajduje się budynek Archiwum. Świątynia ta jest miejscem znaczącym dla historii Polski, ponieważ to tam miejsce miało kilka koronacji królów Polski, a także pochowani są m.in. Dobrawa (księżna polska, żona Mieszka I) i św. Wojciech.
Dla genealoga wybór jest dość jasny, najpierw w lewo, a później w prawo 

Widok na katedrę od strony Archiwum


Co do opłat, sprawa była jasna. 16 zł za roczny abonament korzystania z zasobów Archiwum + 5 zł / godz. korzystania z materiałów. Dodatkowo nie ma możliwości kopiowania dokumentów (w pracowni jest monitoring, więc nawet próba zrobienia zdjęcia może źle się skończyć). Archiwum współpracuje z pewną firmą, z którą można skontaktować się w celu zamówienia fotokopii dokumentów (bodajże kilkanaście zł od zdjęcia). Wiedziałem, czego potrzebuję, więc od razu zabrałem się za poszukiwania. Do mojej dyspozycji był komputer z setkami folderów konkretnych parafii, których księgi przechowuje Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie. Zacząłem więc od przeczesywania Gozdowa, z którego pochodził na pewno 5xpradziadek (tam się rodził i był chrzczony w 1796 r.). Z niewiadomych mi przyczyn, obrałem zły zakres lat (+/- 10 lat później, niż to zakładałem) i nie natrafiłem na nic przełomowego (oprócz chrztów dzieci "jakiegoś" Benedykta Miczugi). Przez brak interesujących mnie metryk, postanowiłem sprawdzić pozostałe dokumenty, o które poprosili mnie znajomi genealodzy. Z tych drugich poszukiwań byłem bardziej zadowolony, jednak pora była wczesna i wróciłem jeszcze do ksiąg gozdowskich, tym razem w celu przejrzenia ich od lat wcześniejszych i wynotowaniu dokumentów, w których pojawia się nazwisko Miczuga i podobne. 

Całkiem przypadkowo, pierwszym odkrytym dokumentem był ... akt chrztu Antoniego Miczugi! Według aktu chrztu datowanego na 17 stycznia 1762 r., w Gozdowie urodził się syn Szymona i Agaty Miczugów, któremu nadano imię Antoni. To wciąż trochę za mało, aby twierdzić, że wspomniany Antoni jest tożsamy z moim 6xpradziadkiem. Dalsze poszukiwania dały mi do myślenia, ponieważ wynika z nich, że w podobnym czasie rodziły się dzieci dwóch par o nazwisku Miczuga: Szymona i Agaty oraz Benedykta i Zofii. Szymon niestety umiera, a według aktu zgonu datowanego na 9 sierpnia 1769 r., zmarł w wieku ok. 40 lat. Jego żona przeżyła go o blisko 9 lat - w akcie zgonu z 9 marca 1778 r. zapisano ją jako "Agata Miczuzyna". Również miała mieć ok. 40 lat. 

Po posiadaniu takich informacji, postanowiłem sprawdzić lata wcześniejsze, tj. przed chrztem Antoniego. Okazało się, że w 1760 r. Szymonowi urodziła się córka Marcjanna, a Benedyktowi - syn Tomasz. W poprzednich latach (a sprawdzałem ok. 10 lat, przy czym zwracałem również uwagę na same imiona rodziców, ponieważ wiele par zapisywanych było bez nazwiska) nie odnalazłem metryk chrztów dzieci w/w. Kolejnym etapem było zajrzenie w księgi ślubów, co uczyniłem, chociaż nie ukrywam, że z lekkim strachem, bo mogłoby ich tam nie być. Na szczęście już w ślubach z 1759 r. dwie metryki przykuły mój wzrok. W lutym na ślubnym kobiercu stanęli dwaj mężczyźni - Szymon Miczuga (11.02.) i Benedykt Miczuga (18.02.). Pierwszy z nich zawarł związek małżeński z Agatą, a drugi - z Zofią. Świadkiem pierwszego małżeństwa był Kazimierz Miczuga, którego uznałem początkowo za brata, ale ... od 1741 r. (pierwszy rocznik, który pojawia się po brakującej księdze za lata 1709-1740) nie zanotowano żadnego chrztu na nazwisko Miczuga lub podobne, ale za to pojawia się para Kazimierz i Marianna Miczuga jako chrzestni w metrykach od 1741 r. (wcześniejsze, m.in. z początku XVIII wieku są w marnym stanie, więc najlepiej byłoby pracować z oryginałami, co i tak najpewniej nie dałoby pełnej satysfakcji) i tak np. w akcie chrztu Katarzyny Olejnik z 19 listopada 1741 r. pojawia się Kazimierz Miczuga w roli ojca chrzestnego. Trzeba tu także przyznać, że nazwisko pojawia się od tak dawnych lat, kiedy w wielu metrykach, wiele osób występuje np. pod nazwami chałupnik, komornik, czy parobek. Kazimierz Miczuga po raz ostatni został zapisany w Liber Mortuorum w roku 1776 r.. (9 maja) jako 69-latek. Niestety nie napisano, czy był wdowcem, czy nie, a aktu zgonu jego żony nie udało się odnaleźć.

Na koniec prezentuję porównanie mojej wiedzy przed i po wizycie w Archiwum: 


czwartek, 31 grudnia 2015

Genealogiczne podsumowanie roku 2015

     Mijający rok odegrał ważną rolę w moich poszukiwaniach, ponieważ przez całe 12 miesięcy pracowałem nad genealogią rodziny. Zazwyczaj jedno wydarzenie prowadziło do kolejnego i ten ciąg przyczynowo-skutkowy pozwolił rozwikłać wiele rodzinnych zagadek, poznać krewniaków oraz odwiedzić miejsca związane z przodkami. To właśnie podróże śladami przodków przede wszystkim dawały początek ważnym odkryciom. 

     Końcem kwietnia odwiedziłem Ukrainę, a dokładniej jej część należącą niegdyś do Polski. Całą wyprawę opisałem na blogu na początku maja. W Łucku na świat przyszła moja Babcia ojczysta, tam też w katedrze została ochrzczona. Ich rodzice związani byli z terenami na zachód od serca Wołynia. Pradziadek i jego przodkowie to głównie parafia Torczyn i Zaturce, z kolei prababci losy związane są z parafią Łokacze oraz najpewniej pobliskimi terenami, gdzie żyli Dąbrowscy i Tomaszewscy. Udało mi się rozwikłać zagadkę związaną z pochodzeniem Sadzewiczów, którzy tak naprawdę byli Sarzewiczami z pobliskich terenów i nawet około 50-letnia "dziura metrykalna" nie przeszkodziła w poszukiwaniach.

     Przełom nastąpił również u Dąbrowskich. Nie udało mi się odnaleźć kolejnych pokoleń przodków, jednak poznałem wiele szczegółów z życia rodzeństwa mojej prababci Potomkowie Feliksa mieszkają niedaleko Żytomierza na Ukrainie, zaś Teresy i Władysława - w Polsce. Najciekawsze wydaje mi się trafienie na trop starszej o 20 lat siostry mojej prababci. Moja Babcia (zm. 2007 r., córka w/w Salwiny) wspominała o rodzinie swej matki, jednak przez bardzo długi brak kontaktu, niektóre informacje były szczątkowe. Prababcia miała mieć czworo rodzeństwa - dwie siostry i dwóch braci. Jedna z sióstr miała wyjść za Broniewicza i mieć z nim czworo dzieci - Bronisława, Feliksa, Sabinę oraz córkę, której imienia Babcia nie pamiętała. Można powiedzieć, że informacji niewiele, ale tragedii nie ma. Ze spisów osób spowiadających się w parafii Łokacze, wyłuskałem dane o prapradziadkach i ich dzieciach, które mieszkały z nimi w latach 1902-1907, a byli to Władysław (ur. 1881), Józefa (ur. 1898), Apolonia (ur. 1900) oraz Salwina (ur. 1902). Wydawać by się mogło, że szanse na wytypowanie siostry, która wyszła za Broniewicza wynosi 50%, lecz nie mogło być tak łatwo. Poszukiwania prowadziłem dwutorowo, jednak przez kilka lat bezowocnie. W tym roku przy okazji innych działań genealogicznych, ustaliłem, że w 1900 r. w Rogowiczach wraz z rodzicami mieszkała 18-letnia Teresa, której 2 lata później w domu rodzinnym nie było. Mogła wyjść za mąż, umrzeć lub pójść na służbę, myśli były różne. Termat zacząłem drążyć i dość szybko ustaliłem, że w 1901 r. w Łokaczach zawarty został związek małżeński pomiędzy Antonim Janiewiczem, a Teresą Dąbrowską. Para doczekała się czworga dzieci - Bronisława (1905-1981), Amelii (1910-1965), Sabiny (1914-1949) oraz Feliksa (1917-1986). Nie miałem już wątpliwości, że to o tej rodzinie mówiła moja Babcia, a córką, której imienia nie pamiętała była Amelia. Obecnie mam kontakt z niektórymi potomkami siostry mojej prababci, a być może w niedalekiej przyszłości dojdzie do spotkania.
Rodzeństwo Dąbrowskich, od lewej: Władysław (1881-?), Teresa (1882-1962), Feliks (1892-1960) i Salwina (1902-1948)


     Wracając z Ukrainy, zajechaliśmy na moment w rodzinne strony mojego dziadka - Adama Marynicza (1924-1988). Podjąłem próbuję kontaktu z jego młodszą siostrą, jednak nikogo nie zastałem wówczas w domu, może kolejna próba będzie udana. Odwiedziłem oczywiście wówczas cmentarz w Narolu, na którym moi przodkowie byli chowani przez wiele pokoleń, a groby części z nich zachowały się do dnia dzisiejszego. Zdecydowanie jest to linia, którą najmniej pogłębiłem tego roku.

     Później była chwila przerwy w podróżach genealogicznych, nie licząc kilku mniejszych, np.. do Tychowa pod Stargardem Szczecińskim, gdzie mieszka żona stryjecznego brata mojej Babci - Ireny z Sadzewiczów Maryniczowej (1929-2007), Znowu wyjazd zaplanowany był na koniec miesiąca, tym razem na sierpień. Relację zdałem na blogu początkiem września. Nie da się ukryć, że wyjazd ten był tak owocny, że do dnia dzisiejszego zbieram plony, a o tym już na blogu nie było, ponieważ post pojawił się krótko po samym wyjeździe. Pisałem wówczas, że poznałem tam ciotecznego brata mojej Babci, którego opowieści znacznie ułatwiły mi poszukiwania innych krewnych ze strony Kubiaków. Ich (mojej Babci i tego jej brata ciotecznego) chrzestną była ta sama ciocia - Marianna z Kubiaków Zającowa (1894-1981), starsza siostra matek. Wiedziałem jedynie, że mieszkała w Konstantynowie Łódzkim. Po kontakcie z tamtejszym Urzędem i dodatkowo bardzo uprzejmymi osobami, ustaliłem, że przeszło 90-letnia córka w/w Marianny, a siostra cioteczna mojej Babci wciąż żyje, a nawet udało się przekazać kontakt do jej wnuka, a mojego kuzyna - jeszcze tego samego dnia rozmawialiśmy przez telefon. Posiadane przez nas informacje były spójne, więc o pomyłce nie było mowy.
Zdjęcie, na którym widać fotografię 2xpradziadków (po prawej)
W dodatku okazało się, że syn tego kuzyna, również interesuje się genealogią - lepiej być nie mogło :-) Wymienialiśmy się różnymi materiały i w pewnym momencie okazało się, że kuzyn i jego syn pamiętają zdjęcie, które wisiało u ich babci na ścianie, a przedstawiało tejże babci dziadków macierzystych, czyli moich prapradziadków - Pawła i Antoninę z Kuźnickich małżonków Kubiaków, zmarłych w 1928 r. w Borkach Prusinowskich. Niestety fotografia zaginęła podczas przeprowadzki i nikt nie wiedział gdzie ona jest. Na początku grudnia kuzyn przesłał mi zdjęcie sprzed ok. 10 lat, na którym są jego dziadkowie na tle ściany, na której wisiały fotografie przodków. Dla mnie to już było dużo, ponieważ miałem jakiś ogólny zarys sylwetek prapradziadków, jednak nieco ponad później kuzyn uradował mnie informacją, że zdjęcie się odnalazło, a skan otrzymam w poniedziałek i tym sposobem przedświąteczny poniedziałek był chyba najlepszym w moim życiu, a sam skan bezcennym prezentem świątecznym, którego nie da się kupić za żadne pieniądze.

     Znowu była krótka przerwa i nastał listopad. Dwudziestego minęły 4 lata od śmierci mojego Taty, a dwa dni później nadeszła smutna wiadomość o śmierci mojego dziadka stryjecznego - Antoniego Młodawskiego, zmarłego w wieku 96 lat. Nigdy nie podaruje sobie tego, że nie poznałem brata mojego dziadka... Miałem plan wybrać się na Kielecczyznę w następny weekend (miałem wówczas wolny weekend, który chciałem dobrze wykorzystać), jednak pojawiłem się tam już we wtorek - 24 listopada, to właśnie wtedy pożegnaliśmy stryja mojej Mamy. Miałem wewnętrzną potrzebę uczestnictwa w pogrzebie mojego krewnego, który niestety już mi nie opowie o swoich rodzicach, rodzeństwie, czy innych krewnych... W ostatnim pożegnaniu uczestniczyło naprawdę wielu krewnych i chociaż osób tych nigdy wcześniej nie widziałem, to czułem się, jakbyśmy znali się niemal od zawsze. Poznałem bardzo wielu krewnych, w tym nawet pełnoletnie już prawnuczki zmarłego. Mam zaproszenie na ziemie przodków i już dzisiaj wiem, gdzie w przyszłym roku na pewno pojadę.

      Zbliżający się rok to bardzo wiele planów, chęć rozwikłania rodzinnych zagadek. Chciałbym, aby 2016 r. był obfity w wyjazdy genealogiczne, spotykanie krewnych i spisywanie opowiadań, odkrywanie kolejnych pokoleń przodków, zdobywanie fotografii przodków i wiele, wiele innych, czego szczerze życzę również innym Genealogom i nie tylko :)

Moi przodkowie, stan na dzień 31 grudnia 2015 r.

niedziela, 6 września 2015

Podróż śladami przodków Babci macierzystej

Właśnie dzisiaj mijają równe dwa tygodnie od dnia, kiedy przyjechałem do Łodzi. Wyjazd ten w zasadzie został został zaplanowany dość spontanicznie i od słowa do słowa uzgodniłem z Ciocią Anią Stręgiel termin przyjazdu.

W sobotę (22 sierpnia) ogarnąłem wszystko związane z wyjazdem (głównie różnej maści zakupy) i tego samego dnia pod wieczór spakowałem wszystkie niezbędne rzeczy do walizki i plecaka. W niedziele z samego rana pojechałem na dworzec, aby tam wsiąść do pociągu, który jechał do Gorzowa Wielkopolskiego. Tam z kolei po około godzinie miałem kolejny pociąg, którym dojechałem do Poznania. W stolicy Wielkopolski również miałem trochę czasu na przesiadkę i kilka minut po 13 ruszyłem składem zmierzającym do Łodzi, gdzie dojechałem jeszcze przed godziną 18. Na dworcu czekali na mnie Ciocia z Wujkiem i razem z nimi pojechaliśmy do domu :)
Na miejscu kilka godzin zleciało nam na rozmowie o wspólnej pasji, a także na zaplanowaniu poniedziałkowego wyjazdu. Następnego dnia z rana wyruszyliśmy na zachód od Łodzi. Pierwszym punktem naszej podróży był Szadek i tamtejszy kościół pw. Wniebowzięcia NMP i św. Jakuba wybudowany w I połowie XIV wieku. To właśnie tam w 1896 r. została ochrzczona moja prababcia Anna Kubiak, dwa lata wcześniej ślub wzięli prapradziadkowie Paweł Kubiak i Antonina Kuźnicka, obojga rodzice, a także wiele przodków w kolejnych pokoleniach. Z parafią byli związani na pewno od XVIII wieku. 
Fasada kościoła w Szadku
XIV-wieczna gotycka chrzcielnica z brązu
























To tutaj nasi wspólni pra...dziadkowie Kuźniccy wzięli ślub
Stamąd bezpośrednio udaliśmy się do Zadzimia, gdzie z kolei sześcioro z ośmiorga pradziadków mojej prababci Anny zawarli związki małżeńskie: Paweł Kubiak i Elżbieta Kołodziejak w 1823 r., Marcin Kuźnicki i Marianna Zając[zek] w 1835 r., a także Antoni Miczuga i Elżbieta Jóźwiak vel Juszczak w 1839 r. Druga para to najbliżsi wspólni przodkowie Cioci Ani i moi, więc to niesamowite, że spotkaliśmy się w roku, w którym przypada 180. rocznica ich ślubu. Co ciekawe, pierwsze spotkanie miało miejsce w marcu tego rou w Warszawie.

Niedaleko kościoła znajduje się Urząd Gminy, gdzie w jednym z pomieszczeń mieści się również Urząd Stanu Cywilnego. Tam z kolei wybrałem się w celu sfotografowania dokumentów dot. moich krewnych, w tym m.in. akt małżeństwa pradziadków Marcina Rożniaty i Anny z Kubiaków Zającowej (1931) oraz akta zgonów prapradziadków Pawła i Antoniny Kubiaków (1928). 

Jeżdżąc do kolejnych miejscowości będących w planie naszej podróży, mijaliśmy wiele wsi, z którymi związani byli nasi przodkowie. Jest to naprawdę niesamowite uczucie i swego rodzaju duchowa podróż, ponieważ będąc np. w Rzeczycy zastanawialiśmy się z Ciocią, gdzie mogli mieszkać nasi Zającowie wraz z pierworodną córką Marianną, która jako 15-latka wyszła za starszego o 6 lat Kuźnickiego Marcina urodzonego w Witowie. 
Z Zadzimia pojechaliśmy prosto do Pęczniewa. Tam do odwiedzenia był cmentarz oraz kościół. Losy moich krewnych związane są głównie z pobliską wsią Popów. Tam na początku lat 80. XIX wieku osiedlili się Józef i Józefa Rożniatowie z licznym potomstwem. W sierpniu 1884 r. ślub w pęczniewskiej parafii bierze ich córka Marianna. W maju następnego roku Józefowi i Józefie rodzi się ostatnie dziecko - syn Stanisław, a miesiąc później na świat przychodzi pierwsza wnuczka. Mija kilka lat i Marcin Rożniata poznaje w Wilamowie swoją późniejszą żonę - Katarzynę Kozłowską. 21 stycznia 1895 r. stają na ślubnym kobiercu - on ma 25 lat, a ona 17. Po ślubie zamieszkują u niego i tam już w następnym roku na świat przychodzi pierwsze dziecko Marcina i Katarzyny - córka Aniela. Urodziła się 9 listopada 1896 r. Trzy tygodnie i trzy dni wcześniej w oddalonej o ok. 20 km wsi Borki Prusinowskie w rodzinie Pawła i Antoniny Kubiaków urodziła się druga córka, której na chrzcie świętym nadane zostało imię Anna. Kto by pomyślał, że 35 lat później zostanie drugą żoną Marcina Rożniaty ... 
Odnaleziony grób pradziadka
Drewniany kościół w Pęczniewie z 1761 r.
Na cmentarzu w Pęczniewie najbardziej zależało mi na tym, aby odnaleźć grób pradziadka zmarłego 70 lat temu w wyniku pobicia. Wchodząc na cmentarz nie miałem żadnej wiedzy nt. ewentualnej lokalizacji grobu przodka. Z każdą kolejną alejką moja nadzieja malała. Spotkani na cmentarzu ludzie nie kojarzyli nazwiska, ale nie poddaliśmy się i szliśmy dalej. Już powoli udając się w kierunku wyjścia, zaczepiłem pewną Panią, której nazwisko było trochę znajome i wskazała na miejsce, w którym faktycznie znaleźliśmy grób z nazwiskiem Rożniata, ale była to Katarzyna zmarła w 1928 r. (przypuszczalnie pierwsza żona pradziadka - nie zgadza się wiek na nagrobku). Obok z kolei były dwa spore groby. Wyglądały na dość stare, ale niestety nie było żadnych informacji o osobach w nich pochowanych. Podczas rozmowy z tą Panią, spoglądałem jeszcze po okolicy, kiedy nagle kątem prawego oka ujrzałem grób z potrójnie występującym nazwiskiem Rożniata, a jako pierwszy wymieniony został Marcin (1869-1945). Tym właśnie sposobem udało się odnaleźć grób pradziadka. Radość była naprawdę ogromna! Okazało się, że razem z pradziadkiem pochowany jest jego syn Henryk (1919-1976) oraz wnuk Wiesław (1951-2006). 
Z cmentarza udaliśmy się do kościoła. Ten niestety był zamknięty (podobnie jak w Zadzimiu) i świątynie, w której m.in. ochrzczono moją Babcię, mogłem zobaczyć jedynie z zewnątrz. 
W tym grobie wraz z córką i zięciem pochowani są moi prapradziadkowie
Pęczniew był najdalszym punktem naszej podróży, więc udaliśmy się z powrotem w kierunku Szadku, ale po drodze odwiedzając kilka miejsc. Najpierw zajechaliśmy pod kościół w Zygrach, który akurat był w remoncie i również był zamknięty (jak ten w Zadzimiu i Pęczniewie). W Zygrach zatrzymaliśmy się również na cmentarzu, który ulokowany jest poza miejscowością - w lesie. Na tamtejszej nekropolii pochowanych jest wielu krewnych, którzy głównie mieszkali w Borkach Prusinowskich (wieś ta została przejęta z par. Szadek do par. Zygry w 1921 r.). Tam właśnie w 1928 r. w odstępie 4 miesięcy zmarli moi prapradziadkowie Paweł (1866-1928) i Antonina z Kuźnickich (1874-1928) Kubiakowie. Miałem cichą nadzieję, że gdzieś może jest ich grób, jednak moja wiedza nie była wystarczająca, aby móc zlokalizować mogiłę. Dopiero z późniejszej rozmowy z krewnym (wnukiem Pawła i Antoniny) okazało się, że byłem przy ich grobie. Niestety do dnia dzisiejszego nie zachowała się żadna tabliczka z ich imionami, chociaż z przekazu wiem, że swego czasu takowa była. Razem w grobie pochowana jest ich córka Józefa (1910-1978) z mężem Antonim Nastarowiczem (1908-1963), który nota bene był jej kuzynem (ich pradziadkowie byli braćmi). 

Z cmentarza w Zygrach pojechaliśmy bezpośrednio do miejscowości, z którą związani są nasi przodkowie. Początkowo w okolicach połowy XIX wieku mieszkali w Prusinowicach, po czym przenieśli się do pobliskiej wsi Borki Prusinowskie, w której też pomarli, a ich potomkowie mieszkają do dnia dzisiejszego. Najpierw udaliśmy się do p. sołtysa, aby zasięgnąć języka w temacie najstarszych mieszkańców wsi. Oczywiście dobrze trafiliśmy i dowiedzieliśmy się, kto mógłby nam powiedzieć więcej o tej miejscowości i jej mieszkańcach. Przy okazji dowiedzieliśmy się również, że jego wciąż żyjąca babcia (mająca ok. 95 lat) miała dwóch mężów i tym drugim był ... Franciszek Kuźnicki! Czyli na starcie zostaliśmy miło zaskoczeni powiązaniami rodzinnymi. 

Najpierw udaliśmy się do domu, w którym mieszkać miał siostrzeniec mojej prababci. Zostaliśmy bardzo miło przyjęci. Nowo poznany wujek pokazał nam album z rodzinnymi fotografiami. Skopiowałem te stare fotografie i wysłuchiwałem opowieści krewnego. Przede wszystkim dowiedziałem się sporo o rodzeństwie prababci, ponieważ moja prababcia wyjechała stamtąd na Ziemie Odzyskane w 1945 r., to kontakt niestety z krewnymi osłabił się, a ja w zasadzie wiedziałem nieco więcej o młodszym o 21 lat od prababci bracie - Feliksie (1917-1981). Od wujka dowiedziałem się, że jego ciocia "Zajączka" (Marianna, żona Edwarda Zająca) była jego chrzestną. Co ciekawe, ta sama ciocia była chrzestną mojej Babci! Krewny mówił, że nazwisko Rożniata jest mu znajome, ale nie mógł skojrzyć z konkretnymi osobami. Kiedy moja prababcia z dziećmi opuszczała swoje rodzinne strony, wujek miał raptem 3 latka, więc pamiętać ich nie mógł. Najważniejsze jednak, że mogłem poznać brata ciotecznego mojej babci i dowiedzieć się nieco o jego i jego krewnych życiu. Wiem np. teraz dzięki niemu, gdzie pochowani są moi prapradziadkowie, gdzie mieszkali. W 1913 r. rodziła się tam mama w/w wujka, czyli siostra mojej prababci, więc może i w tym samym domu na świat przyszła mama mojej babci? Obecnie w tym miejscu mieszkają prawdopodobnie potomkowie brata mojej praprababci Antoniny z Kuźnickich Kubiakowej - Wawrzyńca (1880-1953). 

Następną osobą, którą odwiedziliśmy był przedstawiciel rodu Kuźnickich. Był on jednym z dziesięciorga dzieci Zygmunta (1920-2006) i Stanisławy z Nastarowiczów (1919-2005) Kuźnickich. Zygmunt był najmłodszym - również z dziesięciorga - dzieci Franciszka Kuźnickiego (1864-1930) i jego żony Józefy z Micugów (1878-1977). W rodzinie wciąż żywa jest legenda nt. Kuźnickich. Otóż pochodzić oni mają ze Słupcy, gdzie nasz przodek Józef (1783-1846) został sierotą (rodzice mieli zostać zabici), a on i jego bracia mieli się udać w różne strony - każdy do innego zaboru. Józef trafił do Witowa (par. Warta) i tam założył rodzinę i właśnie jego synem był Marcin Kuźnicki (1814-1901), który w rodzinie znany jest jako bardzo silny mężczyzna (sam potrafił podnieść i ciągnąć wóz, który zaprzęgany był w konie), a gospodarstwo Kuźnickich zawsze było największe we wsi. Od wujka otrzymaliśmy namiar na jego siostrę, która mieszka w Łodzi i posiada stare fotografie rodzinne. 

Nasza wizyta w Borkach Prusinowskich skończyła się na wizycie u wujka Franciszka. Jadąc już w kierunku domu, zatrzymaliśmy się jeszcze na szadkowskim cmentarzu i stamtąd prosto do domu. 




















Na spotkaniu Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski
Kolejny dzień (wtorek) przeznaczony był głównie na zwiedzanie Łodzi. Ciocia z Wujkiem pokazali mi najważniejsze zabytki, a także jedne z ładniejszych miejsc. Miałem okazję przejść się słynną na całą Europę ulicą Piotrkowską, a nawet wpadłem na chwilę z wizytą do łódzkiego Archiwum Państwowego. Tego dnia właśnie na 15 umówieni byliśmy z kolejną krewną (siostrą wujka Franciszka - Aldoną). Rozmowy i przeglądanie zdjęć tak nas zaabsorbowały, że nie zauważyliśmy, kiedy minęły prawie 3 godziny i niestety musieliśm jechać dalej, bo na 18 byliśmy umówieni na spotkanie Towarzystwa Genealogicznego Centralnej Polski, na którym zostałem bardzo miło przyjęty i wiem, że na pewno tam jeszcze wrócę.

Niestety w środę z samego rana musiałem już wsiąść do pociągu i wrócić do domu. Wizytę będę wspominał naprawdę wspaniale, a wszystko dzięki osobom podczas niej spotkanych i poznanych, a przede wszystkim dzięki Cioci Ani i Wujkowi Wojtkowi :) 

Każdemu genealogowi (i nie tylko) polecam odwiedzać miejsca związane z przodkami! Taką duchową podróż zapamiętuje się do końca życia. Przy okazji spotkać możemy żyjących krewnych, a najważniejsze to szukać tych najstarszych i pytać, pytać, jeszcze raz pytać. W zeszłym roku podczas podróży na Podkarpacie (Narol i okolice), spotkałem i poznałem w końcu ciocię mojego dziadka (szwagierke prababci zmarłej w 1926 r.), która opowiedziała mi m.in. o swoich teściach, którzy byli moimi prapradziadkami. Praprababcia Zofia zmarła 79 lat, a prapradziadek Tomasz 70 lat temu. Wciąż jednak żywy jest przekaz o nich, a informacje mam od osoby, która miała bezpośredni kontakt z nimi. 
Z nowo poznanymi krewnymi: (od lewej) ja, kuzynka Żaneta, ciocia Ania, kuzyn Antek, ciocia Aldona

niedziela, 9 sierpnia 2015

II Ogólnopolska konferencja genealogiczna w Brzegu (11-13 września 2015 r.)



Już za miesiąc i kilka dni w Brzegu po raz drugi spotkają się osoby interesujące się genealogią. Ponownie pojawię się tam również i ja. Konferencja genealogiczna organizowana m.in. przez Opolskich Genealogów jest doskonałym miejscem, gdzie można zdobyć nową wiedzę, ale też poznać inne osoby, które również szukają przodków. Dwa dni (sobota i niedziela) wypełnione są sporą ilością wykładów o różnorodnej tematyce. Dodatkowo jest czas wolny na luźne rozmowy genealogiczne i nie tylko :)  Na konferencję przyjeżdżać można już w piątek ze względu na zaplanowaną w ten dzień wieczorną integrację. Oczywiście nie jest to żaden obowiązek, ale z całą pewnością warto być już wcześniej. 

Sobotni poranek rozpoczynają sprawy organizacyjne i po otrzymaniu identyfikatorów można zająć wybrane przez siebie miejsce. Jak już wspominałem - tematów wykładów jest tak wiele i są tak różne, że każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. W pierwszym dniu (przed przerwą obiadową) razem z Alanem Jakmanem będę przedstawiał szerszemu gronu More Maiorum, czyli pierwszy polski periodyk genealogiczny online, który dostępny jest w sieci dla każdego, a w dodatku zupełnie za darmo. Tego samego dnia opowiem również o kopertach dowodowych, które są bardzo przydatnym - często niedocenionym (od niedawna zaobserwować można wzrost zainteresowania tematem) - źródłem informacji o naszych przodkach. Drugi (dla niektórych pierwszy) dzień na zamku zakończymy zdjęciem grupowym, po czym przeniesiemy się w inne miejsce w celu integracji, gdzie będzie można posłuchać jeszcze dwóch prelekcji i - co oczywiste - integrować się :)

Niedziela również jest wypełniona wieloma wykładami, jednak ich ilość jest nieco mniejsza. Oficjalne zakończenie konferencji zaplanowane jest na ok. godz. 13:30.

W tzw. międzyczasie będzie można zwiedzić muzeum, zobaczyć miasto, a nawet popłynąć Odrą! Mając świadomość, że zeszłoroczna konferencja była bardzo udana, to i w tym przypadku nie może być inaczej - tym bardziej, że ponownie jednymi z organizatorów są Opolscy Genealodzy :) 

I Ogólnopolska Konferencja Genealogiczna, Brzeg 2014




poniedziałek, 15 czerwca 2015

Kim byli rodzice chrzestni moich Dziadków ?

Dzisiejszy post będzie nieco krótszy, niż poprzednie, ale myślę, że równie ciekawy, ponieważ porusza ważny temat, jakim są rodzice chrzestni moich Dziadków. Dawniej rola rodziców chrzestnych była całkiem inna, niż w dzisiejszych czasach. Kumów (Kmotrów lub Potków) często wybierano z wielką starannością, rzadziej z przypadku. Najlepiej, aby były to osoby zamożne lub z wysoką rangą społeczną - wierzono, że dziecko będzie miało cechy charakteru rodziców chrzestnych i będzie im się w życiu wiodło równie dobrze. Do dzisiaj znany jest przesąd, że dziecku się nie odmawia, czyli kiedy rodzic niemowlęcia mającego wstąpić do wspólnoty kościoła poprosi nas o bycie rodzicem chrzestnym dla ich potomka, nie powinniśmy odmówić. 
Kwestia imienia najczęściej była w gestii rodziców. Bywało, że pierworodny (czasem któreś z kolei dziecko) syn otrzymywał imię swego ojca. Zdarzały się sytuacje, że dziecko otrzymywało imię po którymś z rodziców chrzestnych. Niestety czasami z decyzją rodziców nie zgadzał się ksiądz i dokonywano zmiany, np. na imię świętego, który wspominany był w tym okresie (np. Wojciech w kwietniu, czy Michał we wrześniu). 

A jak było w przypadku moich Dziadków? Kto trzymał ich do chrztu oraz jaką pełnili funkcję w ich życiu oraz czy w ogóle mieli jakikolwiek kontakt z nimi w późniejszym czasie? Spróbuję odpowiedzieć na te pytania...

Dziadek Adam Marynicz urodził się w 1924 r. w Narolu Wsi jako syn 26-letniego Franciszka Marynicza i 24-letniej Rozalii zd. Gmiterek. Rodzice jego pobrali się w 1922 r. w Narolu i oboje byli z Narola Wsi, zresztą tak jak większość ich przodków. Dziadka ochrzczono 9 marca, czyli trzy dni po przyjściu na świat. Do chrztu trzymali go Jan Gmiterek, rolnik oraz Maria Marynicz, żona Macieja - rolnika. Ojciec chrzestny na pewno nie był bratem matki dziecka, istnieje natomiast prawdopoobieństwo, że był to jej wówczas 40-letni stryj, niestety nie mam 100% pewności.  Lepiej jest z matką chrzestną, która to była bratową ojca dziecka. Była starsza od Franciszka Marynicza o zaledwie 2 miesiące. Maria zmarła pod koniec 1945 r., czyli krótko po opuszczeniu przez Dziadka gniazda rodowego, natomiast Jan Gmiterek zmarł na początku 1948 r. Jak układały się relacje pomiędzy Adamem Maryniczem, a bratem jego dziadka i bratową ojca? Niestety Dziadek zmarł 7 lat przed moim przyjściem na świat, a nikt z dotychczas przepytanych osób nie wiedział nic na ten temat.








Babcia Irena Sadzewicz (po mężu Marynicz) na świat przyszła w 1929 r. i tego samego roku (dokładniej w Sylwestra) została ochrzczona w łuckiej katedrze (którą zresztą sam niedawno widziałem). Ojciec Witold Sadzewicz miał 28 lat, a matka była o rok młodsza. Niestety nie wiem, ile lat byli po ślubie, ale myślę, że ok. 7-8 (w 1923 r. urodziła się córka Janina, a ponoć były jeszcze dwie córki, których do dnia dzisiejszego nie udało mi się zlokalizować). Jak to zostało w akcie chrztu określone - "Kmotrami byli: Borys Rusiecki i Stanisława Szelengowska, żona Antoniego". I tutaj pojawia się problem, ponieważ imiona i nazwiska tych osób kompletnie nic mi nie mówią. Na temat ojca chrzestnego nie wiem nic do dnia dzisiejszego, natomiast o matce chrzestnej i jej mężu coś wiem. Antoni i Stanisława pobrali się w 1925 r. w Nieświczu (do tej parafii należał Uhrynów, gdzie mieszkali moi pradziadkowie). W 1927 r. rodzi im się córka, którą chrzczą w Łucku i otrzymuje imiona Irena Wanda. Antoni był ... policjantem! Myślę, że być może również osiedlił się w Uhrynowie i kto wie, czy nie pracował razem z moim pradziadkiem - również policjantem. Ze spisu osadników kresowych, gdzie wymieniony jest Witold Sadzewicz wynika, że Antoni również był osadnikiem i co ciekawe, mieszkać mieli w tej samej gminie - Trościaniec. Mój pradziadek przypisaną ma osadę Łyczki, jednak najprawdopoobniej był tam bardzo krótko, ponieważ od 1921 r. na pewno był w Uhrynowie. Czyżby Szelągowski również się przeniósł i być może był sąsiadem moich krewnych?






Dziadek Józef Młodawski urodził się w 1922 r. i ochrzczony został 3 dni po przyjściu na świat. Był ostatnim dzieckiem Jana Młodawskiego (1871-1940) i jego żony Marianny zd. Boruń (1877-1961). Rodzice jego byli blisko 19 lat po ślubie i mieli już pięcioro (był jeszcze syn Antoni, ale ten zmarł w 1909 r. mając niespełna 3 lata, co ciekawe - 10 lat później urodził się syn, który również otrzymał takie samo imie - jako jedyny z rodzeństwa wciąż żyje). Dziadka do chrztu trzymali Mateusz Lisowski i Marianna Młodawska. Jeżeli ojciec chrzestny jest tożsamy z pierwszym świadkiem, który określony został jako 43-letni włościanin z Szałasu, to był on krewnym moich pradziadków. Z pradziadkiem miał wspólnych dziadków - Antoniego i Mariannę Lisowskich, natomiast prababcia była dla niego ciocią, ponieważ jej ojciec i jego dziadek byli braćmi (13 lat różnicy). Natomiast matka chrzestna to być może stryjenka mojego dziadka (to była najbliższa krewna o takim imieniu i nazwisku). Najciekawsze jest to, że 10 lat później - w 1932 r. ślub wzięli Mateusz Lisowski i Marianna z Olszewskich Młodawska, czyli - jeżeli matką chrzestną była stryjenka dziecka - rodzice chrzestni mojego Dziadka zostali małżeństwem (on pochował dwie żony, siostry Józefę i Teklę zd. Szcześniak, a ona męża - Mikołaja Młodawskiego)

Natomiast co do drugiej Babci, to ze względu na szacunek i prywatność, nie będę podawał konkretynch danych dot. miejsca i daty narodzin. Ojcem chrzestnym był Wincenty Grzymiszewski - niespokrewniony z rodziną, którego Babcia dobrze wspomina i na pewno miała z nim kontakt w dorosłym już życiu. Matką chrzestną była Marianna Zając, którą babcia wspominała jako ciocię. Nazwisko sugeruje, że mogła to być krewna ze strony pierwszego męża prababci (siostra lub bratowa?). Józef Zając był prawnukiem Kazimierza i Wiktorii z Klimczaków małżonków Zająców vel Zajączków, a ci z kolei byli prapradziadkami Anny Kubiak, czyli prababci. Prababcia za męża miała więc swojego dalekiego wujka. 

niedziela, 7 czerwca 2015

Nowe odkrycia dotyczące wołyńskiej linii

Mam wrażenie, że mentalne obcowanie z przodkami poprzez odwiedzenie miejsc, z którymi byli związani zaczęło owocować tuż po powrocie (koniec kwietnia br.), chociaż kiedy byłem już pewien tego wyjazdu, to udało mi się odkryć dane Sadzewiczów i ustalić, że wcześniej nazwisko zapisywane było S(z)arzewicz. 
Najpierw na podstawie spisów osób spowiadających się z parafii Zaturce potwierdziłem na 100%, że Salomea Szarzewiczowa była matką mojego Wincentego, a ten miał żonę Stanisławę zd. Niemtoruk. 

Spis z 1855 r. zawierał następujące dane dotyczące rodziny Szarzewicz (mieszkali w domu nr 3):

Jan Szarzewicz, lat 26
Salomea Szarzewiczowna, lat 34
syn jej Wincenty, lat 13
córki jej 1. Barbara, lat 8
2. Antonina, lat 5

Na podstawie powyższych danych wnioskujemy, że razem mieszkało rodzeństwo - Salomea i Jan oraz trójka jej nieślubnych dzieci - Wincenty, Barbara i Antonina. 

Na tej samej stronie, ale kilka wpisów niżej odnalazłem to, czego szukałem, czyli Stanisławę Niemtoruk z rodziną (mieszkali pod nr 6):

Jakub Niemtoruk, lat 33
żona jego Helena z Wrońskich, lat 27
córki ich 1. Stanisława, lat 7
2. Helena, rok 1

marcowym poście pisałem o Niemtorukach, jednak pomimo posiadania wiedzy, iż moja 3xprababcia najprawdopodobniej nosiła takie nazwisko będąc panną, to bez dokumentów były to przypuszczenia. Niestety nie znałem roku urodzenia Stanisławy, ale wiedziałem, że roczników nie ma w AGAD-zie, ale na szczęście księgi istnieją i przechowywane są w Archiwum w Łucku. Skoro w 1855 r. Stanisława Niemtoruk, córka Jakuba i Heleny miała 7 lat, to urodzić się powinna w 1848 r., więc bingo! 

Następny sprawdzony rocznik to 1869. Dalej pojawiają się obie rodziny, jednak z pewnymi zmianami. W domu pod numerem czwartym mieszkali:

Jakub Niemtoruk, lat 48
żona jego Helena z Wrońskich, lat 42
synowie ich 1. Szymon, lat 7
Augustyn, lat 4
córka ich Zofia, lat 16
Wincenty Szarzewicz, lat 28
żona jego Stanisława z Niemtoruków, lat 22
córka ich Teofila, lat 3

Zauważyć można, że Wincenty Szarzewicz zamieszkał u teściów. W tej samej miejscowości niestety nie znalazłem ani jego matki Salomei, ani wuja Jana - czyżby zmarli? A gdzie tam! Zamieszkali w Klasztornym Kątku, gdzie głową rodziny był Jan Szarzewicz, jego żoną była o 9 lat młodsza Marianna zd. Smolińska, która urodziła mu dzieci - Jadwigę (ur. 1864) i Wojciecha (ur. 1868). Razem z nimi mieszkała Stanisława Maszewska (ur. 1861), która najprawdopodobniej była córką szwagra Jana - Antoniego Maszewskiego (zm. 1863) i jego drugiej żony. W tym samym domu mieszkała jeszcze Salomea Szarzewiczowa (ur. 1812) z córką Antoniną (ur. 1851). 

Ostatnim sprawdzonym rocznikiem był 1874. W domu numer 4 mieszka ta sama rodzina, jednak w mniejszym składzie:
Jakub Nuntoruk, lat 62
córka jego Zofia, lat 17
Wincenty Sarzewicz, lat 32
żona jego Stanisława z Nuntoru[ków], lat 27
syn ich Justyn, lat 4

Zauważyć można, że po upływie 5 lat w domu tym nie było żony głowy rodziny - Heleny z Wrońskich Niemtorukowej oraz ich dwójki dzieci - Szymona i Augustyna. S(z)arzewiczowie z kolei stracili córkę Teofilę, a na świecie pojawił się ich syn Justyn. Niektórych wiek w ciągu tych pięciu lat zmienił się dość znacznie, ponieważ np. Jakub z 48-letniego mężczyzny stał się 62-latkiem. Córka Zofia stała się starsza raptem o rok, Pod numerem 6 mieszkał Jan Sarzewicz (l. 40) z żoną Marianną zd. Smolińską (l. 42) i 10-letnią córką Jadwigą. 

O ile po stronie pradziadka poszukiwania zakończyły się sukcesem, o tyle już po stronie prababci nie jest tak kolorowo. Z Dąbrowskimi problemy były od początku. Kilka dni po śmierci mojego Taty otrzymałem list z USC, gdzie znajduje się odtworzony akt urodzenia mojej Babci Ireny Marynicz zd. Sadzewicz (1929-2007). Dostałem kopię postanowienia sądowego, które było podstawą spisania aktu. Była tam informacja nt. matki - Salwiny z Dąbrowskich Sadzewiczowej. Zapisano tam, że urodziła się w Rogowiczach. 

























Na powyższej mapie Rogowicze znajdują się w lewym górnym rogu - wieś leżała wówczas nad rzeką. Rodzina Marcelego i Apolonii z Tomaszewskich Dąbrowskich mieszkała tam wiele lat. Pierwszym dzieckiem tej pary był Władysław (ur. 1881), ojciec miał wówczas ok. 23 lata, a matka 20. Jako ostatnia urodziła się moja prababcia Salwina (ur. 1902). Niestety w spisie dot. mieszkańców wsi Rogowicze (par. Łokacze) za rok 1878 nie ma ani rodziny mojego prapradziadka, ani praprababci. Niestety najpewniej zmarli oni w Rogowiczach (Marceli ostatni raz pojawia się w spisie w 1903, w 1905 już go nie ma), a metryk z par. Łokacze zachowały się zaledwie do 1865. Później szukałem w okolicznych wsiach i parafiach osób pasujących na moich przodków i ... znalazłem takowych, jednak dopóki nie znajdą chociażby aktu ślubu, to mogę tylko domniemywać, że to oni. 

W 1861 r. w Wólce Szelwowskiej (na mapie niedaleko Rogowicz, po drugiej stronie rzeki - widać również niedaleko most, więc najprawdopodobniej nie było problemu z przemieszczaniem się) urodziła się co prawda Pelagia Tomaszewska, jednak z doświadczenia wiem, że była tendencja do używania tego imienia zamiennie z Apolonią. Ochrzczona została w parafii Koniuchy i była córką Jana i Józefy z Bohemskich małż. Tomaszewskich. Warto tutaj jeszcze dodać, że miała ona starsze rodzeństwo - Antoniego urodzonego w 1858 r. w Markowiczach (na mapie ich nie ma, jednak miejscowość leży na północny-zachód od Rogowicz), par. Łokacze, Wiktorię urodzoną w 1854 r. w Markowiczach (par. Łokacze), Cypriana urodzonego w 1842 r. w Wólce Szelwowskiej (par. Koniuchy), Tomasza urodzonego w 1840 r. w Wólce Markowieckiej (par. Łokacze). Jan Tomaszewski i Józefa Bohemska pobrali się w 1839 r. w Koniuchach, oboje byli z Szelwowa. 

Na początku 1859 r. w Liniowie (prawy dolny róg na mapie) rodzi się Marceli, syn Tomasza i Marianny z Bohemskich (sic!) małżonków Dąbrowskich. Ochrzczony został w parafii Skórcze. Miał on braci: Jana (ur. 1845 r. w Koszowie, par. Torczyn) i Stanisława (ur. 1855, zm. 1859 r. w Wólce Szelwowskiej [sic!], par. Koniuchy). 

Jak widać, rodzina migrowała po okolicznych wsiach, które należały głównie do trzech parafii: Łokacze, Koniuchy i Skórcze. Przypuszczam, że to najpewniej moi przodkowie, jednak będę mógł dopisać ich do drzewa dopiero w chwili, kiedy będzie to pewne na 100%. Ciekawe jest również nazwisko Bohemska, które pojawia się podwójnie - czyżby prapradziadkowie byli spokrewnieni? :) Jeśli potwierdzę, że to moi przodkowie, to automatycznie będę miał "komplet" aż do 3xpradziadków i znalezienie metryki ślubu Tomasza Dąbrowskiego dałoby kolejne pełne pokolenie.